Namalowanie tego obrazu zajęło mu 2,5 roku – by docenić go w pełni, trzeba przyjrzeć mu się z bliska…

Gabriel Gressie, urodzony w 1959 roku, już od najmłodszych lat wiedział, że pragnie poświęcić się sztuce. Artysta z północnej Holandii doskonali swoją technikę malarską, odkąd pamięta, lecz nigdy dotąd nie był jeszcze w pełni zadowolony z efektów swojej pracy. Gressie nie przyjmował dotąd wielkich zleceń, będąc świadomym ich czasochłonności – dopiero w grudniu 2014 roku podjął się zrealizowania ambitnego zamówienia, które wymagało od niego wielomiesięcznej pracy. Zamożny klient i kolekcjoner zabawek poprosił malarza o stworzenie dzieła o wymiarach 2×2 metry, wyznaczywszy termin na początek kwietnia 2017 roku. Podobna możliwość okazała się dla artysty nie tylko życiowym wyzwaniem, ale i szansą na spełnienie ambitnych marzeń. Pierwszym krokiem do rozpoczęcia pracy nad wielkoformatowym dziełem było przeorganizowanie dotychczasowego studia, wykonanie masywnej sztalugi i przygotowanie gigantycznego panelu malarskiego. Podekscytowany artysta spędzał nad swoim projektem kilka godzin dziennie aż do lipca 2015 roku, kiedy po raz pierwszy odczuł niepokojący ból w klatce piersiowej. Przyczyną wizyty w szpitalu okazała się niewydolność serca, która pozbawiła go możliwości kontynuowania zlecenia na miesiąc spędzony na regeneracji. Powrót do zdrowia zaowocował nowym napływem sił i entuzjazmu do kontynuowania pracy nad dziełem, które zaledwie rok później zostały poddane kolejnej ciężkiej próbie. Latem 2016 roku, podczas urlopu spędzonego z rodziną we Francji, Gressie doznał niespodziewanie silnego bólu w plecach. Zdiagnozowano u niego cukrzycę i niewydolność nerek. Wystarczyło kilka tygodni, by malarz powrócił do zdrowia i kontynuował swoje zadanie. Ostatnie miesiące wymagały od niego poświęcania na jego wykończenie nawet do 14 godzin dziennie. 12 marca 2017 roku po raz ostatni przyłożył pędzel do ukończonego obrazu, który uznaje dziś za największe dzieło w swojej karierze.

Reklama

Chcesz więcej?