
Po przyjeździe do Tokio w latach 70. Greg Girard, fotograf z zamiłowania, postanowił zostać na dłużej. Pracując dorywczo jako nauczyciel angielskiego, miał czas na wędrówki po mieście z aparatem. Wywoływał czarno-białe klisze we własnej ciemni, a diapozty wysyłał do laboratorium — jego fotografie uliczne z tamtych lat przez długi czas pozostawały mało znane, aż The Magenta Foundation złożyła je w książkę Tokyo‑Yokosuka 1976–1983.
Więcej informacji: greggirardpictures.com | Instagram
Greg przybył do Tokio po raz pierwszy w 1976 roku. Siedząc w pociągu linii Yamanote, patrzył na miasto i dziwił się, że nikt mu o nim wcześniej nie opowiedział. W tamtych czasach trudno było znaleźć informacje, które przygotowałyby na pierwszą wizytę w największym, najbardziej intensywnym i zarazem nieznanym mieście na Ziemi. Zostawił bagaż w skrytce i całą noc spacerował po ulicach i zaułkach Shinjuku — rano postanowił, że spróbuje tu zostać.
— Tokio wydawało się bardziej odległe niż dziś, chociaż to chyba naturalne — wspomina fotograf. — Dziś miasto trochę przypomina nowy Paryż: na tyle obce, by fascynować, i na tyle znajome, by podróżującym z Ameryki Północnej nie sprawiało już aż tak wielkich trudności. W tamtych latach na ulicach i w pociągach było mało obcych, w restauracjach nie było menu po angielsku. Jedną z pierwszych rzeczy, których trzeba było się nauczyć, aby czytać menu, były katakana i hiragana — wskazywanie plastikowych replik potraw w witrynach szybko się nudziło.
— Poza większą liczbą obcych twarzy, wiele rzeczy w Tokio nie wydaje się dziś radykalnie odmiennych — mówi Girard. — Mieszanka małego i intymnego z ogromnym i anonimowym; schronienie i przygoda nocnego życia; możliwość nawiązania ludzkiego kontaktu, przyjaźni, bliskości — to wszystko wciąż jest wyczuwalne w powietrzu. Równocześnie miasto oferuje ciszę i izolację, jeśli tego potrzebujesz. Te fundamentalne cechy wciąż tu są.
Greg mieszkał w Tokio około trzech lat pod koniec lat 70., a później odwiedzał miasto regularnie z Hongkongu i Szanghaju w kolejnych dekadach. Obecnie mieszka w Kanadzie, ale wciąż bywa w Tokio 2–3 razy w roku. — Odwiedzałbym je częściej, gdybym mógł — przyznaje.
Choć motyw „chiński lub japoński znak jako tatuaż” bywa od lat wyśmiewany, ludzie nadal decydują…
Choć szkoła to doświadczenie, przez które przechodzi większość z nas, każdy wspomina ją inaczej. Dla…
Kilka sprytnych osób wpadło na świetny sposób, by rozpieszczać swoje koty. Proste łóżeczko dla lalek…
Jeżeli fotografie przyrody Iana Granströma wcześniej odsłoniły przed czytelnikami cichszą, intymną stronę Finlandii, tym razem…
Jeśli kiedykolwiek zastanawiałeś się, jak mogłoby wyglądać życie, gdyby koty nagle stały się gigantyczne, jeden…
Prosty prostokąt z tekstem to odwieczny sposób przekazywania informacji — tak powszechny, że pewnie dziwnie…