
Kiedy usłyszą świst włączanego aparatu, przybiegają do mnie, miaucząc i mrucząc. To zawsze oznacza, że sesja zaczyna się na ich warunkach — a ja tylko dokumentuję ich naturę.
Moje koty wydają się mieć magiczne umiejętności: potrafią „gotować”, zaglądać w książki, szydełkować w wyobraźni, wróżyć z kryształowej kuli — a czasem nawet same robią zdjęcia!
Zobaczcie sami.
Mój warsztat to dużo klęczenia i długich chwil czekania, aż kot pokaże się w odpowiednim miejscu lub zrobi coś, na czym mi zależy. To nie jest łatwe zajęcie — to nie tylko głaskanie. Zrozumienie zachowań kotów jest kluczowe, bo im więcej o nich wiem, tym lepiej mogę przygotować sesję i nie zniechęcić modela. Koty są inteligentne i delikatne.
Sesja to trochę loteria: mimo rozmów z właścicielami nie zawsze wiem, jak przebiegnie. Czasem kot chowa się za kanapą, a czasem ten, który miał być nieśmiały, pierwszego szuka kontaktu ze mną.
Filemon trafił do mnie w wieku dwóch miesięcy, Blania w sześciu. Czasem są jak ogień i woda, ale często świetnie się dopełniają. Filemon to pewniak siebie — wie, po co żyje (między innymi, żeby zrzucać rzeczy z półek) i ciągle jest głodny. Blania z kolei to chodzące nieszczęście — więcej razy przypadkowo coś sobie zrzuciła niż jestem w stanie policzyć. Ma też talent do odnajdywania smakołyków w najgłębszych zakamarkach pudełek.
Oboje są wyjątkowo bystrzy (wiem, każdy właściciel tak mówi) i regularnie ćwiczymy sztuczki: Siad, Kiwaj się jak surykatka, Patrz na mnie, Daj łapę, Przybij piątkę i Obrót.
Przez długi czas nie wiedziałam, czym chcę się zajmować, ale gdy zaczęłam fotografować Filemona, odkryłam, że ta dziedzina uspokaja mnie i daje poczucie spełnienia. Początki były trudnym etapem w moim życiu, a praca z kotami stała się przestrzenią, w której mogłam odnaleźć pewność siebie — nikt nie krytykował, nikt nie mówił, że fotografia jest zła.
Czuję się do nich podobna: lubię samotność i własne ścieżki. Doceniam też ich jasne komunikaty — kiedy kot chce odmówić, po prostu mówi „nie”.
Nieświadomie wypracowałam z nimi nawyki od pierwszych sesji. Kiedy siadali tam, gdzie chciałam, chwaliłam ich słownie i dawałam smakołyki. Podczas fotografowania dużo do nich mówię — wysyłam sygnały, że wszystko jest w porządku, że jestem z nich dumna i że świetnie sobie radzą. Koty świetnie czytają nasze emocje: gdy jesteśmy sfrustrowani, unikają nas.
Dzisiaj traktują sesje jako element rutyny. Gdy nie mają zdjęć przez tydzień, potrafią być rozczarowane. Widać też ekscytację, kiedy krzątam się przy stole, tnę rekwizyty czy przygotowuję rekwizyty z kartonu — chodzą między nogami i wskakują na blat. Gdyby mogły, zapytałyby: „Ile jeszcze, mamo?” Stosuję jedynie smakołyki o dobrym składzie, bo używamy ich często.
Akurat kończę pracę nad książką o kociej fotografii — będzie dostępna po polsku. Przez ostatnie miesiące poświęciłam się pisaniu i przygotowywaniu zdjęć, a premiera zaplanowana jest na 21 października. Po chwili oddechu pomyślę o planach na kolejny rok; chciałabym dalej pokazywać, że koty to piękne i mądre stworzenia.
Jeżeli chcesz więcej podobnych galerii, śledź autorów i twórców zdjęć w mediach społecznościowych — koty zawsze mają dla nas coś niespodziewanego.
W 1921 roku szwajcarski psycholog Hermann Rorschach stworzył zestaw plam atramentowych i pytał pacjentów, co…
#1 Pracuję jako pielęgniarka, kiedyś w klinice AIDS — jeszcze przed erą leków antyretrowirusowych. Wtedy…
Istota dobrego mema to jego uniwersalność — ma działać przez skojarzenie. Internet udowodnił jednak, że…
Nikolaj Arndt — mistrz anamorfów na chodnikach Nikolaj Arndt to niemiecki artysta tworzący oszałamiające, trójwymiarowe…
Anakondy żyją w Amazonii. Niedźwiedzie polarne — na Arktyce. Tak działa natura, zwykle pasuje do…
Nie trzeba dyplomu z fizyki, żeby pamiętać o prawie powszechnego ciążenia Newtona — mimo to…