
Problem z dręczycielami polega na tym, że myślą, iż mogą robić, co chcą — i przez jakiś czas często im się to udaje. Jednak istnieje takie piękne, niemal poetyckie, niepisane prawo: jak zasiejesz, tak żąć będziesz. Nie zawsze działa od razu — czasem potrzeba miesięcy albo lat — ale kiedy karma w końcu nadchodzi, potrafi uderzyć naprawdę mocno.
Pewien mężczyzna opisał, jak jako dziecko był zaczepiany i atakowany tylko z powodu koloru skóry. Dekady później jego rasistowski prześladowca niespodziewanie pojawił się w sklepie i poprosił o pracę. Po wyjaśnieniu, co zrobił dalej, autor zapytał innych: „Jak długo czekaliście, aż karma w końcu zadziała?”. Odpowiedzi napłynęły w tysiącach.
Wybraliśmy najciekawsze historie i zebraliśmy je w jednym miejscu — przewijaj i czytaj, póki karma nie zrobi porządku w twoim życiu. Pomiędzy opowieściami znajdziesz też informacje o długotrwałych skutkach dziecięcego zastraszania.
Kiedyś do rodzinnego sklepu przyszedł facet, którego pamiętałem z dzieciństwa — on i brat wcześniej mnie prześladowali, podżegali innych i bywali brutalni. Tego wieczoru był nadzwyczaj uprzejmy, śmiał się, żartował. Przy kasie zapytał, czy nie szukamy pracownika. Powiedziałem, że mamy kogoś na lato — zapraszałem, żeby zapytał później, gdy wrócimy z powrotem do większego miasta i szkoły.
Opowiedział, że właśnie został porzucony przez żonę. Patrząc na niego, składającego się z wielu trudnych doświadczeń — rozwód rodziców, utrata dłoni w wypadku z fajerwerkami, rozpad małżeństwa — pomyślałem, że życie ułożyło się dla niego źle. Nie poczułem radości z jego upadku: nie wydało mi się to aktem sprawiedliwości czy karmy, po prostu poszczególne elementy życia ułożyły się w taki, a nie inny sposób. Ja wyjechałem, zostawiłem tamto miejsce i bolesne wspomnienia za sobą, stałem się innym człowiekiem — zdolnym nawet do pewnego współczucia wobec tego, co go spotkało.
TL;DR: Prześladowca z dzieciństwa przyszedł poprosić o pracę — życie bywa przewrotne.
Depresja, lęk, zaburzenia osobowości, zaburzenia snu i apetytu, utrata zainteresowań, niskie poczucie własnej wartości, poczucie wstydu, bóle głowy i brzucha — to tylko część problemów, jakie powoduje zastraszanie. Ofiary częściej mają problemy zdrowotne w przyszłości, trudności z nauką i relacjami towarzyskimi oraz z utrzymaniem pracy.
Jakoś kilka lat temu pracowałem jako zastępca menedżera w klubie karate. Pewnego dnia przyszedł Paul — mój stary prześladowca ze szkoły. Pokazałem mu klub, opisałem warunki i nic nie powiedziałem. Zapisał się, zapłacił z góry za cały rok. Kiedy odprowadzałem go do drzwi, uśmiechnąłem się i powiedziałem: „Cieszę się, że będziemy trenować razem”. Potem zapytałem, czy mnie rozpoznaje. Chciałem, żeby wiedział, że to on mnie terroryzował w szkole. Paul wybielał się i wyszedł — nigdy nie wrócił. Rzucił opłaconą składkę prawie 500 dolarów, niż być w tej samej grupie co ja.
Przyznałbym: chciałem, żeby poczuł się nieswojo. Moment był jednak dla mnie oczyszczający i usunął część dawnych ran.
Moja mama faworyzowała młodszych braci — zawsze im wolno było pożyczać samochód, mnie nie. Babcia ostrzegała mamę, że kiedyś mogłaby potrzebować mojej pomocy i żebym jej odmówił. Mama to zignorowała. Kilka lat później, gdy miałem własne auto, mama miała wypadek i została bez samochodu — nie poprosiła mnie o pożyczenie, bo wiedziała, że mogę odmówić. Przyznała, że skorzystała na własnym postępowaniu z przeszłości. To był jej rodzaj karmy.
Świadkowie przemocy szkolnej także często odczuwają bezradność, poczucie winy i niechęć do szkoły. Mogą mieć problemy z nauką, zdrowiem psychicznym i częściej sięgać po używki. Wpływ zastraszania wykracza poza bezpośrednie ofiary.
W czwartej klasie, żeby przypodobać się rówieśnikom, dołączałem do prześladowania jednego chłopaka — to było wstydliwe zachowanie. Dwanaście lat później spotkałem go na imprezie: był silny i opanowany. Podszedłem, przeprosiłem i podałem dłoń. Uścisnął mocno — mógł mi złamać rękę — i powiedział, że docenia przeprosiny. Później tej nocy zaatakowano mnie i kolegę; ten chłopak wyskoczył znikąd, obronił nas i odpędził napastników. Naprawdę mnie uratował. To był jeden z tych momentów, kiedy skrucha i odwaga drugiej osoby zamieniły potencjalną klęskę w ratunek.
Moja (już była) dziewczyna pracowała w tej samej firmie co ja, ale w innym dziale. Pewnego dnia wróciła i opowiedziała, że jej nowy szef robił jej zaloty — i wtedy padło jego imię: to był mój prześladowca z dzieciństwa. Miłe ciepłe uczucie, prawda?
W siódmej klasie dwie starsze dziewczyny dokuczały mi. Jedna wyprowadziła się i nigdy jej nie widziałam, natomiast druga, po ukończeniu szkoły, dostała ode mnie w prezencie pudełko czekoladek. Zalała się łzami i przeprosiła — później zostaliśmy przyjaciółkami.
Dręczyciele też są narażeni na negatywne konsekwencje: częściej sięgają po używki, mają problemy z prawem, ryzyko depresji czy samouszkodzeń jest u nich większe. Mogą też szerzyć przemoc w związkach w dorosłym życiu.
Jako kujon byłem zaczepiany w liceum. Po latach jeden z tamtych chłopaków napisał do mnie na Facebooku, przeprosił i poprosił o radę, bo chciał pójść na studia w mojej branży. Nie trzymałem się filmowych wzorców — odpowiedziałem normalnie i pomogłem. Czasami ludzie się zmieniają i potrafią przyznać się do błędów.
Nauczycielka angielskiego oskarżyła mnie w 11. klasie o plagiat, choć go nie popełniłem. Jej oskarżenie kosztowało mnie wyrzucenie ze szkoły i utratę stypendiów, marzeń o medycynie i wiele lat odbudowy. Rok później jej mąż ją zdradził, potem zwolniono ją z pracy za pijaństwo. Ostatnio przyszła do banku, w którym pracuję, prosić o przedłużenie spłaty kredytu — i dostała odmowę. Niezależnie od tego, czy nazwiemy to karmą, to był dla mnie moment satysfakcji.
W piątej klasie ktoś pluł na mnie i dręczył mnie dwa miesiące w autobusie. Kiedy spotkałem go później na meczu baseballowym — był w drużynie przeciwnej i naśmiewał się ze mnie — uderzyłem piłką tak, że trafiła go w twarz. Upadł i płakał, a ja siedziałem na bazie z ogromnym uśmiechem. Nie żałuję tego.
Dzieci, które były i ofiarami, i sprawcami przemocy, doświadczają najcięższych konsekwencji: większe ryzyko problemów psychicznych, trudności z relacjami, przedwczesne rodzicielstwo czy zawodowe problemy w dorosłości.
Życie w cieniu rasizmu jest bardzo trudne — nie tylko samemu być atakowanym, ale też patrzeć, jak to samo spotyka bliskich. Jeden z komentujących opisał, że konfrontacja w dziewiątej klasie — kiedy przestał się poddawać i stanął do walki — była przełomowym momentem. On zawiesił napastnika na ścianie i to on został zawieszony na krótszy czas w szkole. To był punkt zwrotny w jego życiu.
Kilka miesięcy temu sprawdziłem na Facebooku starego prześladowcę i zobaczyłem, że wygląda źle, jest samotny. Uśmiałem się — to była dla mnie przysłowiowa karma, choć minęło dużo czasu.
Jeden z czytelników opisał dziewczynę z liceum, która włamała się do jego domu, ukradła rzeczy o wartości materialnej i sentymentalnej. Nie została ukarana prawnie — autor wciąż czeka na jej upadek. Historię zakończył gorzkim oczekiwaniem na sprawiedliwość.
Dane UNESCO wskazują, że ponad 30% uczniów na świecie padło ofiarą zastraszania; w USA około 20% uczniów w wieku 12–18 lat twierdzi, że doświadczyło bullyingu. W niektórych badaniach odsetki są znacznie wyższe — zastraszanie jest powszechnym i poważnym problemem.
Jeden z czytelników napisał o uczniu, który w liceum brutalnie potraktował koleżankę, a potem został wybrany do NHL i zrobił karierę — opowieść miała na celu przypomnienie, że karma nie zawsze przychodzi tak, jak się jej spodziewamy.
Ktoś opisał chłopaka, który po rozstaniu z autorem zaczął go wyśmiewać, a po latach okazało się, że ten, kto chwalił się stabilnością, nie potrafił utrzymać pracy i sam ma problemy osobiste. Autor czuł satysfakcję, że to nie on okazał się przegrany w dłuższej perspektywie.
Przyjaźniłem się w podstawówce z dziewczyną, która potem zrobiła się popularna i zaczęła się ze mnie wyśmiewać. W liceum ludzie zaczęli dostrzegać jej fałsz i odwrócili się od niej — sama stała się obiektem drwin i przeniosła się do innej szkoły. Mimo wszystko czuję do niej trochę współczucia — zastraszanie rujnuje ludzi z obu stron relacji.
Badania z 2024 r. pokazują, że bycie prześladowanym w dzieciństwie pogarsza dobrostan i wyniki na rynku pracy nawet do pół wieku później. Zmniejsza też prawdopodobieństwo posiadania stałego zatrudnienia w dorosłości, a ekspozycja na bullying może skrócić długość życia.
Moja nauczycielka w 9. klasie nazwała mnie brzydkim przed całą klasą i powiedziała, że nigdy nie znajdę dziewczyny. Wciąż czekam, aż coś się odwzajemni — ale dziś mam dystans i poczucie własnej wartości, którego wtedy brakowało.
W mojej szkole był chłopak, który regularnie dręczył dzieci z zajęć wsparcia. Rzucił szkołę, a potem został postrzelony śrutem z zmodernizowanej pneumatycznej broni — doznał uszkodzeń mózgu i teraz uczy się znowu w tym samym starym budynku, przed którym kiedyś czaił się, by dręczyć innych.
Brat autora od lat go prześladował. Kiedy autor dorósł, zaprosił go na pojedynek, pobili się i autor uderzył go tak mocno, że brat się upokorzył — końcowy efekt był dla autora satysfakcjonujący, choć wszystko miało rodzinny wymiar konfliktu.
Kiedyś większy chłopak z liceum mnie terroryzował. W wieku 37 lat stałem się wysportowanym zawodnikiem sztuk walki. Spotkałem go przypadkiem, otworzył drzwi domu, który wynajmowałem — był mniejszy, zmagający się z nałogami. Uścisnąłem mu dłoń, niemal ją miażdżąc, przytuliłem go i puściłem z humorem. Czasem najlepszą zemstą jest po prostu poukładanie własnego życia i spojrzenie wstecz z satysfakcją.
Prześladowca z siódmej klasy, który kazał komuś się zabić, teraz od dłuższego czasu samotnie próbuje szukać randek online — autor dostał kiedyś od niego wiadomość, na którą odpowiadał tylko z satysfakcją, że ten człowiek nie ma powodzenia.
Chłopak, który był niby „przyjaciel”, a tak naprawdę dręczył autora, kończył w negatywnym miejscu: autor zauważył, że ten ktoś przestał się pojawiać w życiu i prawdopodobnie nie osiągnął niczego szczególnego po porażce szkolnej.
W pierwszej klasie autor pobił znienawidzonego drugoklasistę tuż przed przeprowadzką do innej szkoły i wspomina to jako moment, w którym sam stał się „karmą” — instynktowną reakcją na lata strachu.
Przez lata byłem najmniej popularnym uczniem. Kiedyś odmówiłem chłopakowi, który mnie wyśmiał, i lata później zacząłem pracować jako model i brać udział w sesjach fotograficznych. Kiedy ów chłopak napisał, żeby powiedzieć, że wyglądam świetnie, mogłem spokojnie wyjaśnić, jak bardzo jego słowa zniszczyły mi wtedy pewność siebie. Dziś to on ma brzuszek i sam żałuje.
W ósmej klasie ktoś spryskał mi włosy dezodorantem w aerozolu. Odpowiedziałem, popychając kolegę z uszkodzonym palcem, co skończyło się interwencją szkolnej ochrony. Potem już mnie nikt nie drażnił — czasem jedne stanowcze granice wystarczą, by zmienić dynamikę grupy.
Chłopak rzucił drewniany klocek w moją głowę w ósmej klasie i byłem przez to nieobecny przez kilka dni. Dwa lata później on nabawił się poważnych kontuzji w pijackim wypadku i stracił możliwość grania w zespole — to drobna rekompensata, że konsekwencje dotknęły go później.
Przez lata ktoś w szkole terroryzował mnie i moich przyjaciół. Po ośmiu latach od podstawówki widziałem go w moim miejscu pracy — okazało się, że skończył jako osoba z problemami prawnymi i bez stałego miejsca zamieszkania. Nie rozpoznał mnie; ja zmieniłem się zupełnie, on zaś pozostał taki sam. To dało mi pewne poczucie, że czasami „złe” decyzje prowadzą do gorszych konsekwencji.
Po bolesnym rozstaniu z moją pierwszą miłością długo cierpiałem z powodu niskiej samooceny. Po jakimś czasie niespodziewanie przeszedłem dalej: zostałem wybrany do kolejnego etapu przesłuchań do programu modelingu i zaproszono mnie na sesję zdjęciową lokalnego butiku. To przywróciło mi wiarę w siebie i poczułem, że świat odpłaca mi dobrem za tamte lata niepewności. Kto w końcu jest zażenowany?
Jako drobny pierwszoroczny byłem wyśmiewany. Po latach na imprezie spotkałem jednego z tych, którzy mnie gnębili — teraz byłem dużo większy i jednym uderzeniem posłałem go na deski. Ludzie myśleli, że jestem bohaterem — to była świetna noc.
Gdy miałem 8 lat, brat dostał zakaz autobusu i musiał przeprosić chłopaka, którego uderzył. Później matka tego chłopaka oskarżyła moją rodzinę o wyrządzenie krzywdy. Dwadzieścia lat później ta sama kobieta została aresztowana za defraudację ponad 50 000 dolarów. Sprawiedliwość przyszła, choć po latach.
Mam 34 lata i obserwuję, jak ludzie dorastają: najczęściej udaje się tym, którzy byli życzliwi, pracowici i przyjaźni w dzieciństwie. Ci, którzy byli ordynarni, często kończą z trudniejszym życiem.
W gimnazjum ktoś sprawiał, że czułam się głupio; po latach obydwoje ułożyliśmy sobie życie — mamy swoje rodziny i prace — i oboje nie przejmujemy się już drobiazgami z przeszłości. Z perspektywy dorosłości te konflikty tracą na znaczeniu.
Na koniec jedna refleksja: czasami najwięcej satysfakcji daje nie odrzucenie prześladowcy, lecz danie mu szansy, którą sam nigdy się nie zajął. Puszczenie urazy i zaoferowanie godności — to może być najczystsza forma zwycięstwa.
Co można znaleźć na Facebook Marketplace Dzisiaj na Facebook Marketplace trafisz na dosłownie wszystko. Szukasz…
Urazy ciała bywają stosunkowo proste do rozpoznania — złamanie czy skaleczenie widać od razu i…
3 maja 2026 roku upłynie 19 lat od zaginięcia trzyletniej obywatelki Wielkiej Brytanii, Madeleine McCann,…
Andy Babbitz to twórca z Los Angeles, którego rysunki potrafią przemienić codzienne sytuacje w inteligentne,…
Co najbardziej zaskoczyło Cię podczas remontu domu? Kuzynek zrywał tapetę i odkrył stare napisy na…
Gdy potrzebujesz uśmiechu, jest jedno miejsce na Instagramie, do którego wielu z nas wraca bez…