
„Czy ktoś kiedyś powiedział ci, że wyglądasz dokładnie jak ___?”
Każdemu z nas zdarzyło się usłyszeć takie porównanie — aktor, polityk, bohater kreskówki, a nawet znane zwierzę. Każdy ma gdzieś swojego sobowtóra: osobę, która wygląda tak podobnie, że aż trudno uwierzyć. Czasami rodzina i znajomi twierdzą, że „dokładnie” przypominasz kogoś, mimo że poza kolorem włosów czy jednym charakterystycznym rysem niewiele was łączy (czerwonowłosi mają pecha — wielu myśli, że wszyscy są tacy sami). Jednak gdy ktoś naprawdę przypomina gwiazdę, efekt potrafi być zabawny i intrygujący.
Poznajcie subreddit Walmart Celebrities — miejsce, gdzie zbierane są zdjęcia „ludzi, którzy wyglądają lub zachowują się jak marka podrzędna celebrytów lub dobrze znanych postaci”. Wybraliśmy dla was najciekawsze wpisy: znajdziecie tu zdjęcia, które mogą wywołać podwójne spojrzenie, albo pokazać, jak mogłaby wyglądać dana gwiazda w równoległym wszechświecie.
Poniżej jest też rozmowa z Johnny’m Rico — profesjonalnym imitującym Bruno Marsem — o tym, jak to jest mieć znanego sobowtóra. Zagłosujcie na zdjęcia, które wam się podobają, i dajcie znać w komentarzach, jaką gwiazdą was zwykle porównują.
Walmart Celebrities wystartował w marcu 2019 roku i szybko zyskał popularność. Ma obecnie setki tysięcy członków — zwanych tam „kupującymi” — i jest pełen zdjęć zwykłych ludzi, którzy na tyle przypominają gwiazdy, że warto je pokazać. W serii trafiają zarówno niemal idealne sobowtóry, jak i komiczne podróbki sławnych postaci, a czasem nawet autentyczne fotografie znanych osób zrobione w sklepie.
W galerii można znaleźć selfie zadziwiająco podobne do celebrytów, a także zdjęcia klasycznych dzieł sztuki przypominających współczesne twarze. Opisy wpisów są często równie zabawne — zazwyczaj to dowcipne przeinaczenia imion gwiazd, jak „Eliza Wood” czy „50 Percent”, które w połączeniu ze zdjęciami tworzą naprawdę udany efekt.
Postanowiliśmy zapytać kogoś, kto zawodowo jest sobowtórem i z tego żyje. Johnny Rico, profesjonalny imitator Bruno Marsa z Los Angeles, opowiedział nam, jak zaczął swoją przygodę. Wspomniał, że od 2010 roku ludzie mówili mu, że przypomina Bruno — na początku tego nie dostrzegał i wręcz go to irytowało. Pewnego dnia, stojąc na czerwonym świetle, zobaczył wielki plakat Bruno i nagle uderzyła go myśl o biznesie związanym z podobieństwem. W ciągu miesiąca miał stronę internetową, kostium i pierwsze zlecenie — akurat w urodziny Bruno, 8 października. Od tamtej pory nietrudno o zajęcie.
Johnny opisał też typowy dzień pracy: zależnie od zlecenia może to być intensywny wyjazd — wstać o 4 rano, lecieć na wydarzenie, wystąpić, robić setki zdjęć z fanami i wrócić do hotelu, próbując zasnąć na fali adrenaliny. Wieczorne występy to zwykle trzy piosenki, meet & greet i mnóstwo zdjęć oraz tańców z publicznością. Następnego dnia rano powrót do domu.
Według Johnny’ego ludzie mylą go z Bruno praktycznie zawsze — tak często, że ogranicza jego swobodne wyjścia. Mieszkanie w Los Angeles to dodatkowy czynnik: tu ludzie częściej uważają, że widzą gwiazdę. Nawet gdy nie jest „w charakteryzacji”, ciągle go „wyłapują” i pytają: „Czy ktoś nie mówił, że wyglądasz jak Bruno Mars?” lub po prostu: „Czy jesteś Bruno Mars?”.
Johnny podkreśla jasną stronę tego zajęcia — można z tego zrobić biznes, który zapewnia stabilność i możliwości: podróże, występy, dobre hotele i doświadczenia, które pomagają mu utrzymać rodzinę i zapewnić synowi lepsze warunki.
Johnny przyznaje, że utrata prywatności bywa męcząca. Czasem ludzie gapią się w sposób, który go uwiera, lub podchodzą po zdjęcie nawet kiedy jest z synem, na plaży czy w toalecie. Spotyka też osoby, które otwarcie wyrażają niechęć do Bruno, co potrafi być niekomfortowe.
Bywa też zabawnie: Johnny opowiada, że ludzie obwiniają go, że „próbuje wyglądać jak Bruno”, na co on żartobliwie odpowiada, że Bruno wygląda jak on, bo urodził się pięć miesięcy później. Barista w kawiarni czasem od razu robi mu napój jako pierwszy, bo zakładają, że to Bruno — i Johnnyowi jest wtedy przykro w imieniu innych klientów. Równocześnie przyznaje, że zdarzało mu się, iż ktoś rozpoznał go już po imieniu i to dawało fajne poczucie docenienia.
Poniżej pokazujemy wybrane wpisy z grupy — od zabawnych parafrazy imion po zdjęcia, które naprawdę robią wrażenie.
Każdy z nas ma gdzieś swojego sobowtóra — nawet gwiazdy. Czasem podobieństwa między znanymi twarzami są uderzające: Jennifer Garner i Hillary Swank, Sarah Hyland i Mila Kunis, Natalie Portman i Keira Knightley. Znana pomyłka to też Isla Fisher i Amy Adams — obie aktorki były mylone tak często, że Isla żartowała kiedyś w wywiadzie: „Jeśli ‚Shopaholic’ to hit, to była tam Isla Fisher. A jeśli nie, to Amy Adams”.
Mamy nadzieję, że ta galeria dała wam trochę rozrywki i zachęci do zastanowienia się, kogo przypominacie. Jesteśmy wyjątkowi, ale nie jedyni — gdzieś jest ktoś, kto wygląda podobnie do ciebie, a może nawet do ulubionej gwiazdy. Głosujcie na najbardziej zabawne zdjęcia i podzielcie się w komentarzu, kto najczęściej mówi wam: „Czy ktoś nie powiedział ci, że wyglądasz dokładnie jak ___?”
W erze AI i narzędzi zmieniających rzeczywistość cyfrowo trudno nie być ostrożnym — umiejętność krytycznego…
Czasem najciekawsze momenty historii nie tkwią w wielkich wydarzeniach, lecz w dziwnych, niepokojących lub poetyckich…
Czasy się zmieniają, nic nie trwa wiecznie. Te archiwalne fotografie pokazują jednak, że jedno pozostaje…
Wprowadzenie Większość ludzi nigdy nie widzi chwili, w której porzucone lub zaniedbane zwierzę zostaje znalezione.…
Wilson to pies z adopcji. Dewey to rasowy kot, który był całkowicie zadowolony ze swojego…
Szczeniaki — uniwersalne źródło radości Szczeniaki zajmują w sieci wyjątkowe miejsce. W morzu nagłówków, gorących…