
Jeśli spędziłaś trochę czasu w internecie, pewnie spotkałaś się z określeniem „pick me”. To osoba, która stara się za wszelką cenę udowodnić, że „nie jest jak inne dziewczyny”, popełniając często rzeczy, które z perspektywy czasu wydają się krępujące.
Ktoś zapytał „Dziewczyny do dziewczyn: jakie było najbardziej millenialsowe ‘pick me’ zachowanie, które zrobiłaś?” — odpowiedzi były szczere i czasem wstydliwe. Przewiń niżej, zobacz najciekawsze wyznania i jeśli masz własne — dopisz je w komentarzu.
Wierzyłam 30-latkom, że byłam „dojrzała jak na swój wiek” mając 16/17 lat. Byłam drobna, wyglądałam na młodszą — to było niepokojące. Przechodziłam przez próbki zespołu tylko po to, żeby wypaść „na luzie”. Piłam whisky, bo „nie byłam jak inne dziewczyny”. Straciłam dziewictwo z kimś niemal obcym, bo chciałam się dopasować do kogoś, kto wcale nie był bardziej doświadczony.
Kiedy poszłam pierwszy raz na domówkę w braterskim domu, chciałam dopasować się pijąc tak samo jak mój partner — skończyło się utratą przytomności na kanapie i porzuceniem mnie, gdy przyjechała policja. Na szczęście dziewczyna, która później została moją najlepszą przyjaciółką, zabrała mnie do domu, bo się o mnie bała.
Wiele razy pchnęłam siebie do aktywności seksualnej, zanim byłam na to gotowa, bo chciałam wydawać się „dorosła” i „sophisticated”. Nadal czasem zastanawiam się, co było moimi prawdziwymi pragnieniami, a co — próbą bycia „pożądanej”.
Zmieniałam status na MSN na bardzo emocjonalne, konkretne fragmenty tekstów piosenek, żeby ludzie pytali mnie o nie i żebym mogła zagrać tajemniczą.
To nie do końca millenialski problem, bardziej kwestia płci: udawałam w łóżku, żeby podbudować ego chłopaków, którzy potrzebowali upokorzenia — dziś robi mi się bardzo przykro, gdy o tym myślę.
Od gimnazjum starałam się być najgłośniejsza, „najśmieszniejsza”, najbardziej zwariowana, bo to przyciągało uwagę. Po dekadzie zrozumiałam, że to nie ja — nie chcę być centrum uwagi, wolę istnieć dla siebie.
Mówiłam facetom, że nie chcę dzieci, bo myślałam, że tak wolą mężczyźni i że to „fajne”. Teraz prawdopodobnie nie będę mogła mieć dzieci i to mnie bardzo boli.
Spałam z wieloma mężczyznami, bo myślałam, że to sprawi, że mnie polubią — teraz to jeden z moich największych wstydów.
Dołączyłam do drużyny lekkoatletycznej, bo podobał mi się chłopak z tej ekipy i nie dostałam roli w szkolnym przedstawieniu. Biegałam 400 metrów będąc pulchną, on nadal mnie nie zauważył, ale wytrwałam i zdobyłam odznaczenie w sporcie.
Mojemu eksowi (ja 22, on 31) pozwoliłam tak wejść w moje życie, że traktował moje rzeczy jak „wspólne”. Jeździł moim autem, zostawiał je z pustym bakiem, przyprowadzał znajomych do mojego małego mieszkania bez pytania. Ukradł mi 500 dolarów przed moim wyjazdem do Europy — dowiedziałam się, że przegrał je na hazardzie. To była zdrada moich granic, wynikająca z chęci być „wybraną”.
Całe moje nastoletnie i wczesne dwudzieste życie było pełne cringe’owych „pick-me” zachowań. Teraz, dzięki terapii, rozumiem, skąd to wynikało.
Zamówiłam sałatkę, właściwie chciałam burgera, ale skłamałam „wcale nie jestem głodna”. Kiedyś byłam mistrzynią takich drobnych udawanych wyborów.
Udawałam skatepunkową dziewczynę od 14 do około 16 lat. Później nastąpiło „przełączenie” i zrobiłam to na serio — do dziś żyję po swojemu.
Byłam dobra w beer ponga, bo facetom to imponowało. Ćwiczyłam z kuzynką tak długo, że siedziałam przy stole przez całą imprezę, przebijając kolejnych wyzywających mnie facetów, a oni potem wykazywali większe zainteresowanie.
Dołączyłam do klubu szachowego — i tak naprawdę nie umiałam grać w szachy.
Bawiłam się z kiepskimi facetami w brudnych akademikach będąc za bardzo pijana, „nie dbając” o to, że potem mnie ignorują, bo byłam „luzacka i nie przejmująca się”.
Wyszłam za pierwszego chłopaka — dziś z przymrużeniem mówię, że po to są rozwody. Czasem trzeba się potknąć, żeby nauczyć się, czego się chce.
Kiedyś mówiłam, że jestem lesbijką, chociaż byłam bi, bo wydawało mi się, że tak będzie łatwiej. To typowe „pick me”. Cieszę się, że dziś jest więcej reprezentacji i akceptacji dla osób biseksualnych.
Umawiałam się z mężczyznami znacznie „poniżej” siebie, bo nie chciałam uchodzić za wybredną.
Nie byłam romantycznym „pick me”, ale rozpaczliwie chciałam być „jednym z facetów”. Na studiach przez to unikałam pisania romansów, choć zawsze mnie to pociągało — dziś to mój zawód.
Twierdziłam, że „nie jestem jak inne dziewczyny”, a jednocześnie gardziłam dziewczynami, które mówiły to samo. Nienawidziłam różu i sukienek, słuchałam tylko rocka i uważałam inne kobiety za pozorki. Na szczęście dorosłam.
Byłam w 9. klasie juggalette.
Przez rok cała moja osobowość obracała się wokół filmu Boondock Saints.
W 8. klasie nie miałam pieniędzy na prezent walentynkowy, więc nagrałam dla
Podobnie jak w przypadku celebrytów, którzy wydają się większy niż życie — dopóki nie zobaczysz…
Na przestrzeni wieków powstało wiele architektonicznych perełek — od świątyń, przez imponujące mosty i dworce,…
Ach, niezręczne zdjęcia rodzinne! Trudno z nimi żyć, ale jeszcze trudniej się bez nich obyć…
Wnętrze naszego ciała to bałagan — i to dobrze Często kojarzymy symetrię z zdrowiem i…
Ach… niemowlęta. Wkraczają w życie i przewracają je do góry nogami — najpierw płaczą, brudzą,…
Spacer po dawnym pokoju czy wizyta w centrum handlowym, do którego kiedyś chodziło się regularnie,…