
Niki Boon rozpoczęła swoją przygodę z fotografią w Szkocji, gdzie pracowała jako fizjoterapeutka. Liczne podróże zdołały chwilowo osłabić jej zainteresowanie sztuką, lecz powrót do ojczystej Nowej Zelandii i czas spędzany w gronie najbliższych na nowo rozbudziły w niej potrzebę obserwowania świata przez obiektyw aparatu. Najnowsza seria zdjęć artystki ukazuje szczęśliwe dzieciństwo jej pociech, wychowywanych z dala od szkodliwej technologii.
„Z życiem na wsi bez wątpienia wiąże się wiele pracy.” – opowiada Boon – „Ale ta praca jest w większości tym, co naprawdę sprawia nam radość. To wspaniałe, że dzieci w naturalny sposób uczą się, że powinniśmy cieszyć się z tego, co dobrego robimy na co dzień. Wiedzą także, skąd pochodzi jedzenie oraz otrzymują cenne lekcje na temat życia i śmierci. To niełatwe, lecz niezwykle wzbogacające doświadczenia.”
Dzieci artystki są wychowywane w tradycyjny sposób – bez dostępu do telewizji i nowoczesnego sprzętu elektronicznego. Wierzy, że choć jej podejście może być uważane za niekonwencjonalne, w rzeczywistości uczyni jej pociechy szczęśliwszymi ludźmi, koncentrującymi się na prawdziwie istotnych wartościach. Ich codzienność wypełnia natura, wspólna zabawa i bezgraniczna miłość, którą Boon starała się jak najlepiej uchwycić w serii swoich czarno-białych fotografii.
Poza Long Island Iced Tea barmani serwują też najciekawsze plotki i najbardziej dziwaczne wyznania, których…
Organizacja ślubu wiąże się z wieloma decyzjami. Są sprawy największe — miejsce, suknia, świadkowie, rozstawienie…
Miłośnicy fotografii przyrodniczej mają na co czekać w październiku. W dniach 23–25 października 2026 roku…
Hollywood zawsze pełne było znanych rodzin; wiele gwiazd dorastało mając słynnych rodziców w świetle reflektorów.…
Przepłynąć obok choćby jednej czerwonej flagi i jest spora szansa, że utoniesz, zanim poczujesz prąd…
Kiedy ludzie mówią, że wyglądasz jak żywe odbicie swojej mamy, możesz potraktować to jako komplement,…