
Praca w medycynie to ogromny stres, duża odpowiedzialność i częste konfrontacje z traumą — bez ostrego poczucia humoru trudno to przetrwać. Kiedy robi się ciężko, śmiech pomaga utrzymać morale. Niektóre sytuacje są jednak tak absurdalne, że po prostu trzeba je opowiedzieć dalej.
Pielęgniarki, lekarze i inni pracownicy oddziałów ratunkowych podzielili się w sieci historiami, przy których po prostu trzeba się uśmiechnąć. Oto zbiór najzabawniejszych opowieści — dla zdrowia psychicznego polecamy przewijać dalej.
Śmiech jest świetny dla zdrowia, ale stres, z którym mierzą się lekarze i pielęgniarki na SOR, to poważna sprawa. Badania pokazują, że od 7 do 10% lekarzy może doświadczać zaburzeń związanych z depresją, nadużywaniem substancji czy problemami osobistymi. Szczególnie w medycynie ratunkowej ryzyko problemów z używkami czy wypaleniem zawodowym jest podwyższone.
Tworzenie kultury odporności psychicznej i zapobieganie tym problemom pomaga nie tylko pracownikom medycznym w życiu prywatnym, ale także przekłada się na jakość opieki nad pacjentami.
Mieliśmy pacjentkę, która wróciła z powodu zaparć. W karcie widniały czopki, które jej wcześniej przepisano. Pacjentka narzekała, że leki nie działają, bo tabletki były za duże i łamała je, żeby je połknąć. Trzeba było jej wytłumaczyć, że czopków się nie połyka — stosuje się je doodbytniczo. Pacjentka myślała, że „suppository” to nazwa leku, jakby było marką. Lekarz musiał cierpliwie wyjaśnić, jak ich używać.
Zmęczenie, wypalenie, złe zdrowie, brak sensu pracy czy słaba sieć wsparcia przekładają się na wyniki kliniczne, zdolność uczenia się, empatię wobec pacjentów i ryzyko błędów medycznych. Coraz więcej dowodów pokazuje, że dbanie o własne dobrostan może poprawiać opiekę nad pacjentami.
Objawy wypalenia to m.in.: wyczerpanie, cynizm, problemy ze snem, frustracja, wahania nastroju, poczucie izolacji, depresja, problemy trawienne, bóle głowy czy wrzody.
Pacjent przesadził z przygotowaniem do kolonoskopii — wymiotował akurat wtedy, gdy zaczęła się biegunka. Po wszystkim szybko wziął prysznic i użył… błyszczącego żelu do mycia córki. Przyszedł do nas cały lśniący jak z reklamy. Wyglądał bardzo męsko, ale pokryty brokatem — i wszyscy się świetnie przy tym bawili.
Wypalenie w medycynie ratunkowej wynika z wielu czynników: konfrontacji ze śmiertelnością pacjentów, długich godzin pracy, niedoboru snu, ekspozycji na choroby, nieregularnych i intensywnych zadań oraz presji perfekcjonizmu. Do negatywnych czynników należą też słabe odżywianie, brak aktywności fizycznej, poczucie braku kontroli, zagrożenia przemocą czy obciążenia administracyjne.
Można jednak działać zapobiegawczo: praktyki uważności i medytacji, regularne ćwiczenia, wsparcie koleżeńskie, dbanie o sen i czas wolny, stawianie granic oraz korzystanie z pomocy specjalistów to podstawowe narzędzia w walce z wypaleniem.
Mieliśmy tatę, który przyprowadził córkę z czerwonymi plamami na brzuchu i zrobił wielką scenę, twierdząc, że „dziewczynka mdleje”. Tymczasem dziecko tańczyło w gabinecie. Ojciec domagał się USG w obawie przed krwawieniem wewnętrznym — gdy nałożono żel do USG, pozostały ślady czerwieni, którą najpewniej przyniosła nowa koszulka lub zabawka. Ojciec poczuł wstyd, a my mogliśmy odetchnąć.
Nie jestem medykiem, jestem strażakiem. Raz znaleźliśmy martwego mężczyznę na kanapie. Czekaliśmy na prokuratora i jeden z kolegów, zmęczony staniem, usiadł obok zwłok. Kiedy przybiegła bliska osoba, kolega klepnął zmarłego po ramieniu i powiedział „hej, przyszli ludzie go odwiedzić”. Niezręczne, ale ludzie mają różne odruchy radzenia sobie z sytuacją.
Na oddziale starszy pan pewnego razu podszedł do mnie na chodziku i z radosnym uśmiechem szepnął mi do ucha „pi-pi!”. Sprawił, że dzień stał się lepszy — był z niego bardzo dumny.
Która z tych historii rozbawiła cię najbardziej? Czy pracujesz w medycynie? Jak radzisz sobie ze stresem? Jeśli chcesz, podziel się swoją historią — komentarze są mile widziane.
Miałem raz technika, którego trzeba było „ratować” przy pacjencie psychiatrycznym. Technik był blady i drżał, a pacjent wrzeszczał. Uspokoiłem technika, powiedziałem, żeby dzwonił, gdyby potrzebował pomocy, po czym zwróciłem się do pacjenta: „Już skończyłem mówić, możesz wrócić do robienia hałasu”. Leki zadziałały i pacjent na odchodne nazwał mnie „grubą Mary Poppins”. Ktoś musi mieć dystans.
Mama opowiadała: kobieta przyszła z powodu „dziwnych zapachów stamtąd”. Pielęgniarka wyjęła tampon w stanie, który trudno opisać — był zmienionego koloru i naprawdę odpychał. Pacjentka odparła: „Ha, moja matka miała to samo — chyba genetyczne”. Było to zaskakujące i niestety dość komiczne zarazem.
Miałem zastrzyk na uczulenie od bierki trującej — tata uprzedził, że „strzelają w d**ę”. Miałem 15 lat i naprawdę przygotowałem się do komfortu: spodnie w dół, buty zdjęte. Pielęgniarka zaśmiała się, bo nigdy wcześniej ktoś nie zdejmował butów przy takim krótkim zastrzyku. To rozładowało napięcie w pokoju.
W szkole EMT widziałem prześwietlenie, w którym biały, okrągły obiekt w ciele pacjentki okazał się nie guzem, a… piłką do golfa. Pacjentka — nastolatka — poślizgnęła się i upadła na ojcowską piłkę. Pielęgniarka potem żartowała, żeby użyć sznureczka następnym razem.
Jako weterynaryjna pielęgniarka mieliśmy mężczyznę, który przyniósł psa, bo zwierzak połknął urządzenie do banku — kody PIN znajdowały się na fragmencie, który pies zjadł. Pan prosił, żebyśmy wyjęli urządzenie i wymienili je, zanim sąsiad zorientuje się, że zniknęło. Sytuacja absurdalna i rozśmieszająca zarazem.
Ktoś wielokrotnie przychodził do szpitala po skaleczenie kciuka nożem do masła podczas krojenia kostki lodu. Pytasz — czy jedna wizyta to za mało, żeby się czegoś nauczyć? Wygląda na to, że nie.
Pewien pacjent przyniósł żywego mule w słoiku, bo myślał, że na nie uczulił się — trzymał go w wodzie przez cały dzień w przestrzeni do dokumentacji. W żaden sposób nie pomogło to w leczeniu, ale mieliśmy małego „towarzysza” przy dokumentacji przez kilka godzin.
Przyszedłem na zszycie. Obok siedział pijany facet, który na zakład wrzucił do nosa dwadzieścia jakieś pastylek miętowych. Siedział i przeklinał, płakał — sytuacja tragikomiczna.
Pani w triażu mówiła cicho: „Mam tam skittlesy, rozumiesz?” Usłyszałem, jak idzie do toalety, wraca i mówi: „Spokojnie, już ich nie ma”. Wyszła z SOR jak gdyby nigdy nic. Koleżanka była w szoku, ja starałem się nie wybuchnąć śmiechem.
Mężczyzna na obserwacji psychiatrycznej uciekł boso w samych majtkach, zatrzymał się, zważył się przy stanowisku, po czym wskoczył na ladę i przeskoczył przez okienko triage, wybiegł i… ukradł radiowóz. Historia jak z filmu.
Ktoś przyszedł z tamponem zatkanym w nosie. Pielęgniarka wyrwała go i wszyscy się śmiali — tampony rozszerzają się naprawdę mocno, a krwotok z nosa potrafi być przez to znacznie gorszy.
Mój były był pielęgniarzem i opowiadał o facecie, który przyszedł na operację z wbitym w klatkę sporkiem (szczypcowo-łyżkowym przyrządem), a na widelcowej stronie była przyczepiona jakaś resztka kiełbasy. Chirurg się nie mógł powstrzymać od śmiechu podczas zabiegu. Pacjent tłumaczył, że poślizgnął się przy jedzeniu — policja miała jednak inne podejrzenia.
Przyszedłem kiedyś do szpitala mówiąc, że uderzył mnie reflektor ważący kilkaset kilogramów. Wyglądało to niewiarygodnie, ale skończyło się na 14 szwach i śladzie niczym blizna Harry’ego Pottera. Niekiedy rzeczywistość bywa zaskakująca.
Praca na SOR bywa emocjonująca, przerażająca i — czasem — absurdalnie zabawna. Poczucie humoru pomaga przetrwać, ale równocześnie warto dbać o swoje zdrowie psychiczne i szukać wsparcia, gdy jest to potrzebne.
Poza Long Island Iced Tea barmani serwują też najciekawsze plotki i najbardziej dziwaczne wyznania, których…
Organizacja ślubu wiąże się z wieloma decyzjami. Są sprawy największe — miejsce, suknia, świadkowie, rozstawienie…
Miłośnicy fotografii przyrodniczej mają na co czekać w październiku. W dniach 23–25 października 2026 roku…
Hollywood zawsze pełne było znanych rodzin; wiele gwiazd dorastało mając słynnych rodziców w świetle reflektorów.…
Przepłynąć obok choćby jednej czerwonej flagi i jest spora szansa, że utoniesz, zanim poczujesz prąd…
Kiedy ludzie mówią, że wyglądasz jak żywe odbicie swojej mamy, możesz potraktować to jako komplement,…