
Trudno wyobrazić sobie coś bardziej przerażającego niż sytuacja, w której zostajesz podejrzany o przestępstwo, którego nie popełniłeś — a nawet zatrzymany. Choć brzmi to jak fabuła z powieści sci‑fi, takie pomyłki zdarzają się naprawdę.
Funkcjonariusze i zwykli ludzie dzielili się w sieci historiami o pomyłkach tożsamości, kiedy organy ścigania dopiero po czasie uznawały, że złapały niewłaściwą osobę. Poniżej znajdziesz kilkadziesiąt takich relacji.
Kiedyś policja weszła do mieszkania ciotki, myśląc, że rośnie tam „plantacja”. Okazało się, że podlewała doniczkowe pomidory. Zrobili szkody przy wyważaniu drzwi, odmówili pokrycia kosztów, ale po interwencji głównego biura zadzwonili, przeprosili i zapłacili za naprawy. Potem ciotka wystawiła duży szyld: „SPRZEDAJĘ POMIDORKI (nie marihuanę)”.
W weekend rano policja wyważyła drzwi i aresztowała mojego męża, bo samochód, który kiedyś sprzedaliśmy, był powiązany z wypadkiem — nie dopilnowaliśmy zmiany właściciela w urzędzie. Po sprawdzeniu okazało się, że sprawca został zatrzymany i policja przeprosiła, zostawiając nam krótką lekcję o formalnościach przy sprzedaży auta.
Kiedyś przyszedłem aresztować mężczyznę za niezapłacony mandat — zapytałem, czy nazywa się „Bob Smith”. Facet potwierdził po angielsku łamanym, więc zabrałem go do aresztu. Dopiero tam okazało się, że miałem złego człowieka: wiek nie zgadzał się z danymi na nakazie. Wypuściłem ojca, a zatrzymałem syna, który właśnie przyjechał wpłacić kaucję za tatę.
Istnieje znany przypadek mężczyzny z Missouri, który spędził prawie 17 lat w więzieniu za rozbój, zanim odkryto jego sobowtóra z tym samym imieniem. Gdy zdjęcia porównano z świadkami, nikt nie potrafił ich rozróżnić — dopiero wtedy uchylono wyrok.
W szpitalnym oddziale ratunkowym pojawiła się policja szukająca mężczyzny z nagrania CCTV. Ze względu na ogólny opis (czarny mężczyzna w bluzie i butach Nike) zażądzali, by personel wskazał pacjenta. Pokój był pełen napięcia, aż menedżerka poprosiła funkcjonariuszy o wycofanie się z powodu zagrożenia życia — dopiero później okazało się, że zatrzymali złą osobę i bez przeprosin odeszli.
Grupa dziewczyn wracała po kablu HDMI z zakupów; radiowóz zatrzymał ich samochód. Widok przerażonych nastolatek przekonał policjanta, że to pomyłka — wystarczyły drżące ręce i przerażone miny, by funkcjonariusz oddał dokumenty i puścił je dalej. Po wyjeździe jedna z nich odetchnęła: „Dobrze, że tata nie jechał zamiast siostry” — bo wynik mógłby być znacznie gorszy.
W urzędzie szeryfa krążyłem po załatwieniu spraw — podszedł do mnie funkcjonariusz, bo ktoś zgłosił, że w poczekalni jest człowiek z nakazem. Okazało się, że pomylił piętra: szukał kogoś w innej poczekalni. Po kilku przeprosinach rozeszło się z humorem.
Kiedyś w więzieniu trafiłem na faceta, który został zatrzymany, bo policja myślała, że jest kimś innym poszukiwanym za niestawienie się w sądzie. Przebrany i zmieniony sposób bycia, przypadkowo pasował do innego opisu i wylądował w areszcie na krótko, zanim zweryfikowano tożsamość.
Pewnego dnia usłyszałem pukanie — otworzyłem i dwóch funkcjonariuszy z bronią nakazało się położyć. Po wejściu skuto mnie i skuto moją dziewczynę, która dopiero co wyszła z prysznica. Chwilę później okazało się, że policja pomyliła starszego mężczyznę mieszkającego obok z jego synem. Przeprosili, szybko wyszli; ja poszedłem po tacosy i margaritę, żeby ochłonąć.
Mój kolega ma identyczne imię, nazwisko i datę urodzenia jak inny człowiek z innego stanu — wielokrotnie aresztowano go przez pomyłkę, zajęto mu wynagrodzenie za alimenty i zmuszano do wyjazdów do sądu, by udowodnić tożsamość. Wystarczyłoby sprawdzić dodatkowe dane, jak drugie imię czy numer zabezpieczenia społecznego.
W sekcji zajmującej się poszukiwanymi wojskowymi przysłano dokumenty o człowieku rzekomo nieobecnym od czasów wojny koreańskiej. Mężczyzna był bardzo stary i dokumentacja sprzed pół wieku była zupełnie nieczytelna; nie chcieliśmy wysyłać 70‑latka z niejasną przeszłością na dyscyplinarną karę — ostatecznie go wypuszczono.
W biegu na autobus na dworcu zostałem wzięty za uciekiniera przez dwóch tajniaków, którzy polowali na osobę podobną do mnie. Dobiegłem, a oni rzucili się na mnie z zaskoczenia. Po krótkim wyjaśnieniu przeprosili, ale spóźniłem się na autobus.
Kiedyś skradziono mi telefon i portfel w szatni hokejowej; złodziej zrobił fałszywe dokumenty z moim dowodem i posługiwał się moją tożsamością. Gdy go złapali, funkcjonariusz stwierdził, że „nie wygląda na siedemnaście” i dzięki temu wyjaśnili sprawę. Niestety złodziej zdążył wybrać z mojego konta znaczną sumę.
Mój tata w latach 80. został raz zatrzymany, bo ktoś w sąsiednim mieście miał to samo imię, wiek i bardzo podobny numer rejestracyjny auta — pomyłka, która jednak wyglądała groźnie, biorąc pod uwagę jego konserwatywny charakter.
Nasz pradziadek miał wytatuowane imię i numer ubezpieczenia społecznego — pewnego razu to go uratowało, bo funkcjonariusze chcieli aresztować go z powodu identycznego imienia i daty urodzenia innego człowieka z kryminalną przeszłością. Za każdym razem dowód na tożsamość uwalniał go z kłopotów.
Kiedyś prawie wzięto mojego ojca do aresztu, bo numer tablicy został źle zapisany — pomylono literę z cyfrą. Na szczęście błędne zapisy nie doprowadziły do aresztowania.
Autobus, którym jechałem, został zatrzymany, a mnie i kilku innych pasażerów przeszukano, bo pasowaliśmy do ogólnego opisu osoby podejrzanej o handel ludźmi. Dziwny i męczący dzień.
Znajomy z college’u miał stary samochód w tak złym stanie, że ktoś zadzwonił, twierdząc, że auto zostało ukradzione. Patrol otoczył go, obezwładnił i skulił; po pół godzinie przeprosili, bo to była pomyłka. Kolega mówił, że gdyby był innego koloru skóry, mógłby postrzegać to jako rasowe działanie policji.
Jako dyspozytor mam dwie historie: raz wpisaliśmy tablicę z literówką, bo ktoś wpisał ręcznie, a potem źle odczytał własne pismo — przez to cudze zgłoszenie pojawiło się w systemie jako kradzież z naszej jurysdykcji. Innym razem potwierdziliśmy nakaz na podstawie danych przesłanych przez inny organ, nie zwracając uwagi, że chodzi o podobne, ale nieidentyczne dane osoby — człowiek został zatrzymany na weekend, mimo że nigdy nie był w naszej okolicy. W obu przypadkach pomyłki wynikły z błędów w komunikacji i nieznalezienia dodatkowych, rozstrzygających informacji.
To tylko wybrane przykłady — pomyłki tożsamości zdarzają się często i mogą mieć poważne konsekwencje. Czy kiedykolwiek spotkało Cię coś podobnego? A może znasz kogoś, kto został niesłusznie zatrzymany lub skazany? Podziel się doświadczeniem.
Jest wiele powodów, dla których ktoś może mieć kiepski tatuaż. Może brakowało gustu, może trafił…
Glasshouses — krótko o twórcy Glasshouses to twórca webkomiksów, który zdobył sympatię czytelników minimalistycznym stylem…
Street art zaskakuje na najlepszy możliwy sposób Mur, który z pozoru jest zwyczajny, nagle staje…
Mówią, że Hollywood i Broadway wyczerpały pomysły i kręcą się w kółko, produkując remaki i…
Cześć! Jesteśmy Karla i Fabricio — duet zajmujący się haftem ręcznym z Portugalii, stojący za…
Twórca Berkeley Mews zyskał charakterystyczny styl polegający na zabawie oczekiwaniami czytelnika. Jego komiksy zwykle zaczynają…