
Smutne, ale nie każde spotkanie z kotem, psem, krową czy słoniem kończy się dobrze. Czasem zwierzę już miało złe doświadczenia z ludźmi, innym razem nasze podejście jest zbyt nachalne. Powodów, dla których coś może pójść nie tak, jest wiele — najważniejsze to zachować ostrożność.
Żeby pokazać, jak nieprzewidywalna bywa królestwo zwierząt, przejrzeliśmy wątek na Reddicie, w którym ludzie dzielili się swoimi najbardziej przerażającymi spotkaniami z dziką przyrodą. Jeśli ktoś potrafi nas szybko sprowadzić na ziemię, to właśnie natura.
Gdy idziesz nocą i grupa ludzi zaczyna iść za tobą w cieniu — to najstraszniejsze „zwierzę” ze wszystkich.
Pracowałem do pierwszej nad ranem, wróciłem koło drugiej, otworzyłem drzwi i poczułem coś przy nodze — myślałem, że to powiew powietrza. Poszedłem do biurka, włączyłem światło i zobaczyłem dwa oposy w trakcie godów pośrodku kuchni. Poczuliśmy się równie zaskoczeni — krzyknęły, krzyknąłem ja, i skończyło się trzygodzinną operacją wydobycia ich z domu. W końcu złapałem je w kojec i wyniosłem do ogrodu.
W Teksasie (Florida) przy pracach konserwatorskich przy korycie potoku wyrzucaliśmy powalone kłody. Woda była do klatki piersiowej, mętna od tanin. Nagle zobaczyłem około 3–4-metrowego aligatora na skarpie — który po chwili wsunął się do wody obok mnie. Przez pół godziny kręcenie kłód w wodzie, w której nic nie widać, wiedząc, że obok grasuje aligator i że niektóre kłody wyglądają jak aligatory… to było jedno z najbardziej stresujących doświadczeń w moim życiu.
Sadząc drzewa w północnej Kolumbii Brytyjskiej, usłyszałem stukanie. Spojrzałem i zobaczyłem dorosłego grizzly biegnącego w stronę współpracownika, który miał plecy zwrócone do zwierzęcia. Zacząłem krzyczeć i machać rękami — niedźwiedź stanął na tylnych łapach, spojrzał na mnie kilka sekund (które dłużyły się w nieskończoność), po czym odwrócił się i uciekł do lasu. Później zobaczyliśmy dwa młode z matką — pewnie uczyła je polowania. Po tym musiałem usiąść, bo nogi mi drżały.
Miałem w przeszłości młodego ogiera, który postanowił się pobawić — prawie mnie zabił. Kopnął, ugryzł, próbował mnie zadeptać. Popełniłem błąd, odwracając się do niego plecami, gdy był w nastroju do zabawy. Tata mnie uratował, przeganiając konia. Jego komentarz: „Było blisko. Czego się nauczyłeś?” Mam bliznę na nodze do dziś.
Zostałem otoczony przez parzące meduzy zwane Portuguese man o’ war, gdy stałem w wodzie około 100 metrów od brzegu — potworny ból. Uwaga: nie pocieraj i nie używaj octu; najlepiej spłukać jak najgorętszą wodą, jaką zniosą oparzenia, by usunąć przyklejone tkanki. I tak, ból bywa nie do zniesienia.
Uciekłem przed chmarą pszczół. Jako dzieciak na farmie w Australii znalazłem gniazdo w powalonym drzewie i postanowiłem je uderzyć — z kreskówek myślałem, że wylecą w formie strzały. Nie — wyszły jak chmura. Biegłem dwa kilometry do domu, a jeśli zwalniałem, pszczoły mnie doganiały. Zostałem lekko użądlony, ale to była nauczka: nie niszcz gniazd.
Zostałem zaatakowany przez czarnego niedźwiedzia z młodymi, gdy polowałem na łosie na starym nasypie kolejowym. Postrzeliłem ostrzegawczo ziemię przed nią — na szczęście to wystarczyło, żeby się wycofała. Po tym sezonie nie wróciłem już tą drogą — mama-niedźwiedzica ma pierwszeństwo.
Przez dziesięć lat pracowałem w terenie w Afryce i mam kilka momentów, które mogę wymienić jako „prawie-padłem-ze-strachu”: ściganie przez słonię z cielakiem, bycie śledzonym przez duże koty (leopard, prawdopodobnie też samiec lwa), niespodziewane spotkanie z łosiem pięć metrów od namiotu na Alasce, znalezienie kobra plującej w worku na śmieci i noc, kiedy hieny włamały się do obozu — to były chwile, które naprawdę przerażały.
Będąc pijanym na weselu na wielkim ranczu w NSW, podszedłem do wombata. Ten krępy, muskularny zwierzak podszedł, a ja jak głupi próbowałem go pogłaskać. Wombat mnie zaatakował — był szybki i niemal mnie dopadł. Uciekłem sprintem z powrotem na przyjęcie, przekonany, że to było blisko śmierci.
Jechałem pod górę na rowerze w szkockich Highlands i nagle twarzą w twarz znalazłem się z ogromną krową rasy Highland, która biegła z naprzeciwka. Pomyślałem, że będzie przyjazna i się przesunąłem — błąd. Rzuciła głową, prawie mnie nadziała i zepchnęła z trasy w dół stromej skarpy.
Pracowałem w Amazonii i podczas pory deszczowej spaliśmy w hamakach. Obudziłem się, bo ktoś drapał moskitierę — rangers kazali mi spać z maczetą i dobrze, że ich posłuchałem. Jaguar próbował dostać się z gałęzi nad naszym hamakiem; machając maczetą, odechciało mu się ryzykować i odszedł. Przez pół roku nie rozstawałem się z tą maczetą.
Obudził mnie kiedyś niedźwiedź, który wąchał mi głowę — biwakowałem bez namiotu w Lyell Canyon (Yosemite). Flash włączyłem, zobaczyłem czarnego niedźwiedzia kilka kroków ode mnie. Krzyknąłem, on uciekł, ale wrócił później, więc spakowałem się i wędrowałem w nocy do świtu.
Na stromym szlaku w Kalifornii zobaczyłem pręgowane wiewiórko-podobne stworzenie biegające w kółko z brakami w futrze. Rzuciłem kamieniem, żeby przepłoszyć — zamiast uciekać, ono pędziło prosto na mnie. Okazało się, że w tym rejonie występowała dżuma i wścieklizna. To był moment, gdy naprawdę się przestraszyłem.
Byłem z tatą i przyjacielem na płytkiej ławicy, gdy przypłynął duży rekin — nagle znalazłem się po pas w wodzie, praktycznie bez kontroli nad ruchami. Wiedziałem, że szansa na atak była niewielka, ale w tamtej chwili byłem bezbronny i poczułem, że to mógł być mój koniec.
W Florida kąpałem się z rodziną, gdy młody byczak-rekin zaatakował nas wielokrotnie z pełną prędkością, odpuszczając na ostatnim metrze. Później pomogłem uratować małą dziewczynkę, której rodzina nie zauważyła zagrożenia — nagłe uświadomienie, że jesteśmy w ich świecie.
W samochodzie nagle spadł pająk z daszka i wisiał tuż przede mną, potem zniknął na kolanach — przestraszyłem się tak, że pasażerowie twierdzili, że mdlałem i krzyczałem „Wszyscy zginiemy”.
Próbowałem przepłoszyć oposy z trawnika — on zaczął mnie gonić. Innym razem nocowałem na biwaku i zewl wilków/coyote w środku dookoła obozu brzmiał naprawdę przerażająco.
Gdy miałem 9 lat stado łabędzi prawie mnie zaatakowało — młody chłopak wobec dużych, agresywnych ptaków to nieprzyjemne doświadczenie.
Przejeżdżając szybko obok stada dzikich psów, uruchomiłem ich instynkt łowiecki. Musiałem przejechać przez nie, bo droga była jedyna do domu — pedałowałem najszybciej w życiu (licznik pokazał 79 km/h). Najgorsze było uświadomienie sobie, że upadek oznaczałby poważne obrażenia.
Przy ognisku w Ugandzie zobaczyliśmy rozzłoszczonego bawola wodnego w oddali — uciekliśmy do lodżu i już nie wychodziliśmy tej nocy. Innego razu wypadł wąż z sufitu w łazience podczas postoju — też niezapomniane chwile.
Na weselu w stanie Nowy Jork obudził mnie szczeniak, który w zabawie gryząc moje włosy, wywołał mój koszmar o uprowadzeniu przez kosmitów — w środku nocy krzyczałem i tata biegł mnie uspokajać. Okazało się, że to tylko piesek bawiący się moimi włosami.
Kiedyś wpadał na mnie pitbull, gdy szedłem na przystanek — właściciel właśnie otworzył drzwi, by pies wyszedł. Na szczęście pies tylko chciał się przywitać, ale te kilka sekund, gdy biegł na mnie, były naprawdę straszne. Nie ma to nic wspólnego z rasą — każde duże, rozjuszone psisko może wzbudzać lęk.
Na safari w rezerwacie przy Kruger zaprowadzono nas pieszo w krzaki, gdzie spotkaliśmy lwią grupę. Dwa samce zatrzymały się w 20–25 metrach i jeden z nich warczał bardzo nisko — gdy drugi wyskoczył z rykiem, szybko wycofaliśmy się do samochodu. Później, już przy zachodzie słońca, ta sama duma przeszła obok naszego auta — uświadomiło to nam, że przez chwilę byliśmy obserwowani i śledzeni.
Wyszedłem na spacer i na bocznej, ciemnej uliczce zobaczyłem największego niedźwiedzia, jakiego kiedykolwiek widziałem. Zatrzymałem się najpierw — potem głos rozsądku kazał mi iść dalej powoli. To było najbardziej przerażające spotkanie z zwierzęciem w moim życiu.
Wracając pijany z pubu, usłyszałem głośne skoki — kangur wylądował dwie stopy przede mną po przeskoczeniu ogrodzenia. Strach odebrał mi mowę.
Idąc drogą leśną z przyjaciółmi, zobaczyliśmy dwa młode niedźwiadki i nagle matka wyłoniła się zza nich. Uspokoiliśmy dziewczyny i powoli się wycofaliśmy — mama odprowadziła maluchy do zarośli.
W ośrodku koło Wodospadu Wiktorii stado pawianów przeszło przez ogród. Jeden alfa poczuł się urażony lampą flesza i zaczął uderzać w szyby domku, próbując się dostać do nas — mieliśmy szczęście, że wujek je przegonił.
Babcia opiekowała się mną, a wujek miał Rottweilera. Gdy miałem 9–10 lat bawiłem się w wrestlerkę z taśmą na rękach; pies spał w wiatce. Obudził się, zaryczał i skoczył — chwycił mnie za ramię, ale udało mi się odrzucić taśmę i uciec do domu. Unikałem go potem kilka dni.
Na plaży ścigałem się z kumplem do bojki od siatki przeciw rekinom i uderzyłem ręką w coś galaretowatego — to była pudełkowa meduza. Wyskoczyłem z wody i już nie brałem udziału w zawodach.
Miałam fobię przed drzewnymi żabami i pewnego dnia w drzwiach łazienki zobaczyłam wielką zieloną żabę. Krzyczałam tak głośno, że mąż musiał ją wynieść na stół kuchenny, a ja usiadłam na blacie. Rodzina uważa to za zabawne i ciągle przynosi mi żabie bibeloty — które chowam do szafki i nie chcę ich widzieć.
Mimo że wychowałem się wśród psów, od zawsze mam do nich lęk. Spacerując przez park zobaczyłem nagle psa bez właściciela z piłką w pysku. Zamarłem, a pies przez pięć minut biegał wokół mnie, aż wrócił właściciel. To było dziwne uczucie niespodziewanego kontaktu.
Gdy byłem mały, mieszkałem przy lesie i karmiłem bezdomne psy. Pewnego dnia obcy przyszedł w odwiedziny — psy zaczęły syczeć i rzucać się na niego. Chociaż wtedy się przestraszyłem, dziś wiem, że psy mnie broniły, a nie atakowały.
Atak grizzly w Tetonach: niedźwiedź zaatakował, bo poczuł zapach jedzenia w moim plecaku. Przymocował mnie do ziemi, miotał jak lalką — przyjaciel używał miotacza od niedźwiedzi, aż w końcu zwierzę odeszło. Wyszłem z paroma złamaniami i zadrapaniami, ale żyję.
Jechałem samotnie na rowerze w Anchorage i natknąłem się na krowę łosią z cielakiem. Ktoś z psem bez smyczy spłoszył je, a potem matka zaczęła mnie śledzić, postawa ostrzegawcza — byłem 20 stóp od niej na trudnym odcinku trasy. Spokojne, powolne wycofanie uratowało mi skórę.
Sąsiad miał owczarka niemieckiego, który pewnego dnia uciekł. Gdy zobaczył mnie na ulicy, rzucił się i ugryzł mnie w plecy podczas przewrotki — mimo że uraz był poważny, pies później został uśpiony po kolejnym, cięższym incydencie.
Miałem psa w domu, gdy miałem 8 lat. Raz mama kroiła mięso i pies wskoczył na ladę — złapałem go za kark, żeby nie kradł i zostałem ugryziony w wargę. Miałem szwy, ale po latach blizna jest mało widoczna.
Podczas biwaku w Australii zauważyliśmy dingo. Nocą ich oczy błyszczały w naszych światełkach, przeszły przez teren obozu i choć najpewniej szukali jedzenia, wrażenie było bardzo nieprzyjemne.
Podczas geocachingu z tatą nagle wyskoczył sęp indyjski — wszyscy zrobiliśmy wielkie oczy i ptak… naszyknął się na wszystko wokół. Było zabawnie i trochę przerażająco.
Kiedy byłem mniejszy próbowałem pogłaskać psa u dziadków i zostałem ugryziony w ramię — od tamtej pory duże psy wzbudzają we mnie niepokój. Innym razem otworzyłem drzwi myśląc, że to nasz kot, a wyskoczył opos, który zaszczekał i mnie przestraszył.
Miałem spotkanie z australijskim Wężem Wschodnim Brązowym, który wstał i próbował mnie ugryźć — to drugi najbardziej jadowity wąż na świecie. Serce biło mi jak szalone.
Siedziałem w zaroślach w pełnym maskowaniu, polując w Upper Peninsula Michigan, zasnąłem i obudziłem się na odgłos kroków. Usłyszałem, jak duże psowate kręciły się za moimi plecami — po chwili jedno wskoczyło na pień, na którym siedziałem, powąchało mnie i odeszło. Mimo że to tylko kojot, serce biło mocno.
Jako dziecko byłem dogłębnie przestraszony przez psa typu sheltie, którego opiekunowie źle traktowali. Pewnego dnia pies wpadł w szał i wyrwał mi kawałek górnej wargi — do dziś mam bliznę i lęk przed tą rasą.
Na próbie ślubu u ciotki bawiłem się z kuzynami na terenie leśnym i natknęliśmy się na niedźwiedzia. Pobicie nogami i ucieczka — kilka minut później okazało się, że niedźwiedź był tresowany przez trenera, ale dla małego mnie to było traumatyczne.
Holenderski grafik Ard Gelinck potrafi przenieść w czasie — przynajmniej na zdjęciach z udziałem znanych…
Wszyscy mamy codzienne nawyki — powtarzane czynności, które wydają się normalne tylko nam. Czasem jednak…
Pandy, jeśli otwierasz Instagrama albo WhatsAppa i nagle masz skrzynkę zasypaną memami, możesz uznać się…
Po raz kolejny konkurs Nature Photography zgromadził fotografów z całego świata, prezentując zapierające dech w…
Wprowadzenie Nic dziwnego, że wiele zmieniło się od czasów, gdy nasi rodzice mieli nasz wiek.…
Królowa Elżbieta II postawiła swojemu wnukowi, księciu Harry’emu, zdecydowane ultimatum, zanim ten definitywnie odszedł od…