W połowie lat 70. XIX wieku szkocki fotograf John Thomson utrwalił codzienne trudy i walkę ludzi ulicy w Londynie, tworząc serię zdjęć, które stały się jednym z fundamentów współczesnego fotoreportażu. Razem z radykalnym dziennikarzem Adolphe’em Smithem przygotowywał miesięcznik „Street Life in London” w latach 1876–1877.
Fotografie Thomsorana ukazują prawdziwe życie w epoce wiktoriańskiej: najuboższych z ubogich i sposoby, w jakie usiłowali przetrwać — sceny, które mogłyby pochodzić z opowiadań Charlesa Dickensa. Smith przeprowadzał wywiady z bohaterami zdjęć ulicznych, często zapisując ich oryginalne dialekty i wyrażenia, co nadawało tekstowi autentyczność. W 1878 roku Thomson i Smith opublikowali książkę ze swoimi czarno-białymi fotografiami i wywiadami — zdjęcia przedstawione poniżej pochodzą z tego wydania.
Wierzę, że koloryzacja zdjęć ułatwia współczesnemu odbiorcy lepsze zaangażowanie się w temat, zwłaszcza w czasach, gdy codziennie przewijamy setki obrazów w kanałach informacyjnych. Kolor wydobywa ukryte detale, które w czerni i bieli łatwo umykają, i skłania do zatrzymania wzroku i dłuższego przyjrzenia się. Nie chodzi o to, że oryginalne fotografie tracą na wartości — wręcz przeciwnie — ale koloryzacja i restauracja pomagają ożywić sceny z wiktoriańskiego Londynu i skłaniają czytelnika do dłuższego zapoznania się z opisem.
Uwaga: podpisy przy zdjęciach pochodzą wprost od Adolphe’a Smitha, dziennikarza towarzyszącego fotografowi Johnowi Thomsonowi. Cytaty zachowano w oryginalnym brzmieniu i mogą zawierać określenia dziś uznawane za przestarzałe lub obraźliwe.
Shoe Black
Policji nie zawsze udawało się trwale rozprawić z nielegalnymi szorowaczami butów. W niektórych przypadkach handlarze broniąc ich obecności twierdzili, że osoba ta stała przed ich drzwiami od wielu lat, była znana w okolicy, bywała pomocna przy drobnych sprawunkach, a nawet pomagała zamykać sklepy wieczorem — dlatego prosili policję, by dała mu spokój.

Crawler
Niektórzy z tzw. „crawlerów” nie byli tak bezsilni, jak mogłoby się na pierwszy rzut oka wydawać. Kilka dni dobrego wyżywienia i noclegu potrafiło dokonać cudów. Często ich nędza była wynikiem nieszczęśliwych przypadków, a nie tylko ich winy. Przykładowo kobieta przedstawiona na zdjęciu jest wdową po krawcu; po śmierci męża mieszkała z zięciem, który z powodu złego stanu zdrowia nie mógł utrzymać rodziny. W końcu, po latach kłótni, matka opuściła ten dom i razem z młodym synem znalazła się na ulicy — od tego momentu jej sytuacja stopniowo się pogarszała i ostatecznie znalazła się wśród crawlerów z tej dzielnicy.

Gypsy Caravan
Nisza nomadów, o której piszę, wykazuje pewną pracowitość: odwiedzają jarmarki, targi i sprzedają drobne ozdoby lub użyteczne przedmioty od drzwi do drzwi. W niektórych porach roku obsługują regularne dzielnice miasta, innym razem ruszają poza Londyn — przy zbiorach, przy zbieraniu chmielu czy ponownie na jarmarki. Na zdjęciu widoczna jest grupa przy przyczepie Williama Hamptona, człowieka znanego wśród swoich jako „uczciwy i gadatliwy gospodarz”. Przyznał otwarcie, że nie potrafi osiedlić się na stałe i że rozwój edukacji uważa za niebezpieczny: obawiał się, że dzieci uczone w szkołach poznają „za dużo” i będą mniej godne zaufania przy interesach. W kraju, gdy wędrowcy brakuje jedzenia, kobiety często dorabiają jako pomoc domowa, a kiedy mają większy przypływ gotówki, zdarza im się wydawać ją na picie — po czym znów oszczędzają. Mimo chorób i trudnych czasów nadal kupują tanie towary, sprzedają drożej i chętnie grają.

Dealer In Fancy Goods
Na zdjęciu widać grupę zgromadzoną wokół sprzedawcy z wózkiem, jeden z najbarwniejszych, jakie spotkałem. Właściciel opowiadał, że teraz jest za dużo handlarzy tego rodzaju — około 1500, licząc kobiety i dzieci. Średni czysty zarobek to około czternastu szylingów tygodniowo; on i żona zazwyczaj zarabiają ponad trzydzieści szylingów. Utrzymanie kosztuje sporo: czynsz, ubrania, jedzenie, opał. Kilka lat wcześniej zdarzało mu się zarobić dwa funty w sobotę, ale obecnie zyski są znacznie mniejsze. Mimo trudności kobiety chętnie kupują ozdoby — nawet, jeśli przychodzą bez butów czy pończoch, wydają pieniądze na kolczyki czy ozdobne grzebienie do włosów.

Flower Traders At Covent Garden
Fotografia przedstawia pracowników zatrudnionych przez znanego florystę, pana Dicksona. Zajmują się wyłącznie kwiatami — nie dotykają owoców ani warzyw. Szacuje się, że na hurtowym rynku kwiatowym jest około pięciuset straganów, a w przybliżeniu dwie tysiące mężczyzn zajmują się ich dostawą i uprawą; kolejne dwie tysiące pracują przy dystrybucji kwiatów do klientów. Wczesnym rankiem miejsce to tętni życiem — wtedy właśnie pracownicy zbierają się, by następnie rozjechać się po całym mieście z roślinami każdej odmiany.

‚Tickets’ A Sign Painter
W pewnym momencie „Tickets” zetknął się z Francuzem, który był wprawnym malarzem szyldów, i obaj szybko stali się wspólnikami — jeden malował, drugi wyruszał w teren. Tickets wędrował od rana do wieczora, wypatrując starych, podniszczonych ogłoszeń w witrynach małych sklepików i oferując wykonanie ich wiernej, świeżej kopii. Marzył, że kiedy uzbiera oszczędności, wróci do Francji i kupi jakiś mały sklepik. Był niezwykle oszczędny: nie pił, jego łóżko kosztowało dwa szylingi tygodniowo, a jedzenie ograniczało się do tanich posiłków. Tylko w dni naprawdę szczęśliwe pozwalał sobie na trochę mięsa.

Reklama
Canal Bargemen
Wśród przewoźników kanałowych i pracowników wodnych znajdziemy wielu uczciwych, pracowitych ludzi, którzy posiadają licencje Watermen’s Company lub Thames Conservancy. Ich surowy tryb życia i ograniczony dostęp do edukacji są naturalnym następstwem zawodu — częste podróże utrudniają stałą naukę dzieci. Wielu z nich nie potrafi czytać. Ich warunki mieszkaniowe bywają gorsze niż na barge’ach — przepełnione, ciasne kabiny przypominają najgorsze slumsy. Na szczęście praca daje im dużo świeżego powietrza i wysiłku fizycznego, co łagodzi negatywne skutki przebywania w ciasnych pomieszczeniach.

Furniture Shop
Na rogu Church Lane w Holborn znajdował się handlarz meblami używanymi, który prowadził działalność gdzieś pomiędzy sklepem a straganem ulicznym. Nie wystarczyło mu trzymać towaru w środku — jeśli pogoda pozwalała, rozkładał większość swoich rzeczy na środku ulicy, co przyciągało klientów. Mieszkańcy Church Lane to w przeważającej części „ludzie ulicy”: żyli, kupowali i sprzedawali na otwartej przestrzeni. Dzielnica ta była znana wśród włóczęgów i sprzedawców z koszyków z owocami i kwiatami z Covent Garden. Gdy pojawiły się plany poprawy warunków, Church Lane uznano za niezdrową i przeludnioną — wiele domów zburzono, a mieszkańcy zostali przesiedleni w inne części miasta.

Street Doctor
Na zdjęciu sprzedawca pastylek na kaszel i maści leczniczych. Kiedyś był kierowcą bryczki w firmie, ale musiał opuścić pracę z powodu pogarszającego się wzroku. Po długim leczeniu w różnych szpitalach wzrok w końcu na tyle się pogorszył, że potrzebował przewodnika. Gdy spotkał sprzedawcę maści, otrzymał od niego pudełko z lekiem i stosując je zauważył poprawę. Producent zaufał mu i pozwolił sprzedawać towary na kredyt — dzięki temu obaj zyskali: on jako chodząca reklama, a producent dzięki zwiększonej sprzedaży. Teraz ma dobre rozpoznanie klientów i stały zapas towaru; ceny maści wahały się od pensa do pół korony, a pastylki na kaszel kosztowały od pół pensa do pensa za paczkę.

Italian Musician
Wielu Włochów — synów chłopów i robotników rolnych — przyjeżdżało do Anglii w nadziei na lepsze życie, choć często byli traktowani jak żebracy. Dla niektórych bycie żebrakiem w Anglii oznaczało lepsze zarobki niż praca na roli we Włoszech; wielu liczyło, że jeśli będzie wystarczająco oszczędny, uda mu się z czasem odłożyć na zakup ziemi lub małego gospodarstwa po powrocie do ojczyzny.

Wall Workers (Bill Posters) Outside A Pub
System wynajmowania fragmentów ścian lub ogrodzeń przy uczęszczanych ulicach na rozwieszanie tablic reklamowych to tania forma reklamy. Tablice wieszano rano, zdejmowano wieczorem; w omawianym przypadku Cannon (siedzący po prawej) odpowiadał za wieszanie cienkich afiszy i otrzymywał około jednego szylinga tygodniowo za tablicę. Liczba tablic nie oddaje jednak rzeczywistych dochodów, ponieważ wiele miejsc wypełniano atrapami reklamowymi — starannie dobranymi, aby ogłoszenia wyglądały jak najbardziej efektownie. Cannon twierdził, że zarządzanie takim „majątkiem” wymaga wyczucia i doświadczenia. Niestety, z powodu ogólnego spowolnienia handlu zyski z tego zajęcia stały się skromne i ledwo rekompensowały trud włożony w zarządzanie.

Reklama
W połowie lat 70. XIX wieku szkocki fotograf John Thomson utrwalił codzienne trudy i walkę ludzi ulicy w Londynie, tworząc serię zdjęć, które stały się jednym z fundamentów współczesnego fotoreportażu. Razem z radykalnym dziennikarzem Adolphe’em Smithem przygotowywał miesięcznik „Street Life in London” w latach 1876–1877.
Fotografie Thomsorana ukazują prawdziwe życie w epoce wiktoriańskiej: najuboższych z ubogich i sposoby, w jakie usiłowali przetrwać — sceny, które mogłyby pochodzić z opowiadań Charlesa Dickensa. Smith przeprowadzał wywiady z bohaterami zdjęć ulicznych, często zapisując ich oryginalne dialekty i wyrażenia, co nadawało tekstowi autentyczność. W 1878 roku Thomson i Smith opublikowali książkę ze swoimi czarno-białymi fotografiami i wywiadami — zdjęcia przedstawione poniżej pochodzą z tego wydania.
Wierzę, że koloryzacja zdjęć ułatwia współczesnemu odbiorcy lepsze zaangażowanie się w temat, zwłaszcza w czasach, gdy codziennie przewijamy setki obrazów w kanałach informacyjnych. Kolor wydobywa ukryte detale, które w czerni i bieli łatwo umykają, i skłania do zatrzymania wzroku i dłuższego przyjrzenia się. Nie chodzi o to, że oryginalne fotografie tracą na wartości — wręcz przeciwnie — ale koloryzacja i restauracja pomagają ożywić sceny z wiktoriańskiego Londynu i skłaniają czytelnika do dłuższego zapoznania się z opisem.
Uwaga: podpisy przy zdjęciach pochodzą wprost od Adolphe’a Smitha, dziennikarza towarzyszącego fotografowi Johnowi Thomsonowi. Cytaty zachowano w oryginalnym brzmieniu i mogą zawierać określenia dziś uznawane za przestarzałe lub obraźliwe.
Shoe Black
Policji nie zawsze udawało się trwale rozprawić z nielegalnymi szorowaczami butów. W niektórych przypadkach handlarze broniąc ich obecności twierdzili, że osoba ta stała przed ich drzwiami od wielu lat, była znana w okolicy, bywała pomocna przy drobnych sprawunkach, a nawet pomagała zamykać sklepy wieczorem — dlatego prosili policję, by dała mu spokój.

Crawler
Niektórzy z tzw. „crawlerów” nie byli tak bezsilni, jak mogłoby się na pierwszy rzut oka wydawać. Kilka dni dobrego wyżywienia i noclegu potrafiło dokonać cudów. Często ich nędza była wynikiem nieszczęśliwych przypadków, a nie tylko ich winy. Przykładowo kobieta przedstawiona na zdjęciu jest wdową po krawcu; po śmierci męża mieszkała z zięciem, który z powodu złego stanu zdrowia nie mógł utrzymać rodziny. W końcu, po latach kłótni, matka opuściła ten dom i razem z młodym synem znalazła się na ulicy — od tego momentu jej sytuacja stopniowo się pogarszała i ostatecznie znalazła się wśród crawlerów z tej dzielnicy.

Gypsy Caravan
Nisza nomadów, o której piszę, wykazuje pewną pracowitość: odwiedzają jarmarki, targi i sprzedają drobne ozdoby lub użyteczne przedmioty od drzwi do drzwi. W niektórych porach roku obsługują regularne dzielnice miasta, innym razem ruszają poza Londyn — przy zbiorach, przy zbieraniu chmielu czy ponownie na jarmarki. Na zdjęciu widoczna jest grupa przy przyczepie Williama Hamptona, człowieka znanego wśród swoich jako „uczciwy i gadatliwy gospodarz”. Przyznał otwarcie, że nie potrafi osiedlić się na stałe i że rozwój edukacji uważa za niebezpieczny: obawiał się, że dzieci uczone w szkołach poznają „za dużo” i będą mniej godne zaufania przy interesach. W kraju, gdy wędrowcy brakuje jedzenia, kobiety często dorabiają jako pomoc domowa, a kiedy mają większy przypływ gotówki, zdarza im się wydawać ją na picie — po czym znów oszczędzają. Mimo chorób i trudnych czasów nadal kupują tanie towary, sprzedają drożej i chętnie grają.

Dealer In Fancy Goods
Na zdjęciu widać grupę zgromadzoną wokół sprzedawcy z wózkiem, jeden z najbarwniejszych, jakie spotkałem. Właściciel opowiadał, że teraz jest za dużo handlarzy tego rodzaju — około 1500, licząc kobiety i dzieci. Średni czysty zarobek to około czternastu szylingów tygodniowo; on i żona zazwyczaj zarabiają ponad trzydzieści szylingów. Utrzymanie kosztuje sporo: czynsz, ubrania, jedzenie, opał. Kilka lat wcześniej zdarzało mu się zarobić dwa funty w sobotę, ale obecnie zyski są znacznie mniejsze. Mimo trudności kobiety chętnie kupują ozdoby — nawet, jeśli przychodzą bez butów czy pończoch, wydają pieniądze na kolczyki czy ozdobne grzebienie do włosów.

Flower Traders At Covent Garden
Fotografia przedstawia pracowników zatrudnionych przez znanego florystę, pana Dicksona. Zajmują się wyłącznie kwiatami — nie dotykają owoców ani warzyw. Szacuje się, że na hurtowym rynku kwiatowym jest około pięciuset straganów, a w przybliżeniu dwie tysiące mężczyzn zajmują się ich dostawą i uprawą; kolejne dwie tysiące pracują przy dystrybucji kwiatów do klientów. Wczesnym rankiem miejsce to tętni życiem — wtedy właśnie pracownicy zbierają się, by następnie rozjechać się po całym mieście z roślinami każdej odmiany.

‚Tickets’ A Sign Painter
W pewnym momencie „Tickets” zetknął się z Francuzem, który był wprawnym malarzem szyldów, i obaj szybko stali się wspólnikami — jeden malował, drugi wyruszał w teren. Tickets wędrował od rana do wieczora, wypatrując starych, podniszczonych ogłoszeń w witrynach małych sklepików i oferując wykonanie ich wiernej, świeżej kopii. Marzył, że kiedy uzbiera oszczędności, wróci do Francji i kupi jakiś mały sklepik. Był niezwykle oszczędny: nie pił, jego łóżko kosztowało dwa szylingi tygodniowo, a jedzenie ograniczało się do tanich posiłków. Tylko w dni naprawdę szczęśliwe pozwalał sobie na trochę mięsa.

Canal Bargemen
Wśród przewoźników kanałowych i pracowników wodnych znajdziemy wielu uczciwych, pracowitych ludzi, którzy posiadają licencje Watermen’s Company lub Thames Conservancy. Ich surowy tryb życia i ograniczony dostęp do edukacji są naturalnym następstwem zawodu — częste podróże utrudniają stałą naukę dzieci. Wielu z nich nie potrafi czytać. Ich warunki mieszkaniowe bywają gorsze niż na barge’ach — przepełnione, ciasne kabiny przypominają najgorsze slumsy. Na szczęście praca daje im dużo świeżego powietrza i wysiłku fizycznego, co łagodzi negatywne skutki przebywania w ciasnych pomieszczeniach.

Furniture Shop
Na rogu Church Lane w Holborn znajdował się handlarz meblami używanymi, który prowadził działalność gdzieś pomiędzy sklepem a straganem ulicznym. Nie wystarczyło mu trzymać towaru w środku — jeśli pogoda pozwalała, rozkładał większość swoich rzeczy na środku ulicy, co przyciągało klientów. Mieszkańcy Church Lane to w przeważającej części „ludzie ulicy”: żyli, kupowali i sprzedawali na otwartej przestrzeni. Dzielnica ta była znana wśród włóczęgów i sprzedawców z koszyków z owocami i kwiatami z Covent Garden. Gdy pojawiły się plany poprawy warunków, Church Lane uznano za niezdrową i przeludnioną — wiele domów zburzono, a mieszkańcy zostali przesiedleni w inne części miasta.

Street Doctor
Na zdjęciu sprzedawca pastylek na kaszel i maści leczniczych. Kiedyś był kierowcą bryczki w firmie, ale musiał opuścić pracę z powodu pogarszającego się wzroku. Po długim leczeniu w różnych szpitalach wzrok w końcu na tyle się pogorszył, że potrzebował przewodnika. Gdy spotkał sprzedawcę maści, otrzymał od niego pudełko z lekiem i stosując je zauważył poprawę. Producent zaufał mu i pozwolił sprzedawać towary na kredyt — dzięki temu obaj zyskali: on jako chodząca reklama, a producent dzięki zwiększonej sprzedaży. Teraz ma dobre rozpoznanie klientów i stały zapas towaru; ceny maści wahały się od pensa do pół korony, a pastylki na kaszel kosztowały od pół pensa do pensa za paczkę.

Italian Musician
Wielu Włochów — synów chłopów i robotników rolnych — przyjeżdżało do Anglii w nadziei na lepsze życie, choć często byli traktowani jak żebracy. Dla niektórych bycie żebrakiem w Anglii oznaczało lepsze zarobki niż praca na roli we Włoszech; wielu liczyło, że jeśli będzie wystarczająco oszczędny, uda mu się z czasem odłożyć na zakup ziemi lub małego gospodarstwa po powrocie do ojczyzny.

Wall Workers (Bill Posters) Outside A Pub
System wynajmowania fragmentów ścian lub ogrodzeń przy uczęszczanych ulicach na rozwieszanie tablic reklamowych to tania forma reklamy. Tablice wieszano rano, zdejmowano wieczorem; w omawianym przypadku Cannon (siedzący po prawej) odpowiadał za wieszanie cienkich afiszy i otrzymywał około jednego szylinga tygodniowo za tablicę. Liczba tablic nie oddaje jednak rzeczywistych dochodów, ponieważ wiele miejsc wypełniano atrapami reklamowymi — starannie dobranymi, aby ogłoszenia wyglądały jak najbardziej efektownie. Cannon twierdził, że zarządzanie takim „majątkiem” wymaga wyczucia i doświadczenia. Niestety, z powodu ogólnego spowolnienia handlu zyski z tego zajęcia stały się skromne i ledwo rekompensowały trud włożony w zarządzanie.


















