
Nikt nie jest idealny. Każdy ma irytujące nawyki, które czasem lepiej po prostu przemilczeć — dla własnego spokoju i dla związku. Gdy spędza się z kimś lata, niektóre z tych przyzwyczajeń stają się trudne do zignorowania. Poniżej zebrane są krótkie relacje ludzi o najbardziej odpychających rzeczach, z którymi musieli się zmierzyć w długotrwałych związkach.
Wkładała używane, zabrudzone pieluchy pod kanapę, bo było jej „za ciężko” przejść osiem kroków do kosza. Znalazłem je miesiąc po jej wyprowadzce — dom cały czas śmierdział.
Jej granice są święte i absolutne, a moje są przedstawiane jako dowód, że jestem „wrednym, mściwym draniem”.
Umawiałem się z dziewczyną, która po pijaku regularnie się moczyła. Budzenie się na zakrwawionej pościeli, gdy oboje jesteśmy po imprezie, to był koszmar. Dziś jest trzeźwa od lat, ale wtedy to był problem.
Moja eks wyprowadza się za mniej niż 10 dni. Po przeprowadzce doszło do wielu naruszeń granic: bałagan, porzucane opakowania, butelki po lekach, insulinowe pen-y — wszędzie ślad jej i „jej chłopaczka”. On bez pracy, bez prawa jazdy, nie szukał naprawdę zatrudnienia. Ona kłamała o dochodach i miałem spłacić jej długi. Po roku odkryłem, że to ciągłe przerzucanie obowiązków na mnie. W końcu nie mogłem tego znieść — wolność nadchodzi.
Robiła mi dramat za odwołanie randki, bo musiałem zawieźć babcię do rodzinnego miasteczka — była wypisana po hospicjum i chciała umierać w domu. Po jej braku empatii i pretensjach rozstaliśmy się tydzień później.
Pewnego razu przebiła mi abscess z gruczołu na pośladku, bo lekarz nie mógł tego zrobić. Zrobiła to od ręki, bez komplikacji — trzy dni nie mogłem usiąść. To była obrzydliwa robota, ale jestem jej za to wdzięczny. Bierzemy ślub.
Lubi kanapki z masłem orzechowym i majonezem. Dla mnie koszmar kulinarny.
Jest bałaganem według mnie, a to, co ona nazywa „porządkiem”, mnie krępuje. Jest władcza, gubi włosy wszędzie, robi mi miny, gdy jem, pierdzi głośno jak tur. Jednocześnie jest świetną mamą i pracowitą osobą. Uzupełniamy się — razem tworzymy dość specyficzną parę.
Chciała podciąć pazury naszemu kociakowi (declaw) — zorientowałem się, że to okropna osoba i się rozstaliśmy.
Zakładała papier toaletowy od dołu zamiast od góry. Trzeba było się rozstać.
To nie była jego wina, ale gdy dostał zatrucia pokarmowego, dosłownie wszystko mu „wyszło” z obu końców — na ściany, sufit i psa. Było okropnie.
Mój ex przecierał swoje „wydzieliny” na gołym materacu i spodzie sprężyn. Robiliśmy razem łóżko, a on zawsze sam układał swoją stronę. Dopiero gdy robiłam to samo sama, odkryłam warstwy zaschniętych zabrudzeń — byłam przerażona.
Moja była zdarła tampon, żeby uprawiać ze mną seks, zawinęła go w chusteczkę i wyrzuciła pod łóżko. Znalazłem go tydzień później. Kiedy zapytałem, dlaczego nie wyrzuciła go do śmieci, odpowiedziała, że to ja powinienem to zrobić, skoro to ja chciałem seksu.
Buty, skarpeta, but, skarpeta — jak w transie, zostawia je wszędzie.
Rzuca papier toaletowy do kosza zamiast spuszczać — dzieci też przejęły ten zwyczaj. Próbuję ich oduczyć, bo to niepotrzebne i niehigieniczne. No i włosy wszędzie, cały czas.
Wyrzuca soczewki jednorazowe byle gdzie, zamiast do kosza.
Starałem się przymykać oko na jej bałagan: brudne ubrania, samochód, rzadkie zmywanie naczyń. Jednak najgorsze było jej zaniedbanie higieny osobistej — nie kąpała się regularnie ani nie myła zębów. To mnie fizycznie odpychało i po prostu nie dało się tak żyć dalej.
Przez lata bałem się wsiąść do jej auta. W końcu musiała mnie gdzieś zawieźć — a tam był eksperyment naukowy gnijących kaw ze Starbucks, resztek makijażu i plam wszędzie. To, że narzekała, gdy ja zostawiłem pojedyncze włosy w łazience, a jej auto wyglądało jak wrak, było absurdalne.
Pomagałem wychowywać jej syna i płaciłem za większość rzeczy przez pięć lat. Gdy odziedziczyła pieniądze, kupiła dom, samochód i wyjechała do Europy — potem obwiniła mnie, że „nigdy nic dla niej nie zrobiłem”. To było bolesne, bo byłem przy nim jak ojciec.
Wygrzebał coś z zębów i wytrzeć to na moim kocu.
Ten ex przyznał się do diagnozy socjopatii — robił obrzydliwe rzeczy. Pod względem sanitariów: w szafie znalazłam wielką stertę brudnej bielizny, wszystkie różne rozmiary, używana i brudna. Stos. Używana bielizna porozrzucana po kątach.
Nie używa klawisza Shift — zamiast tego włącza Caps Lock za każdym razem, gdy chce napisać wielką literę.
Miała ukochaną, „delikatną” kołdrę, którą zabierała wszędzie i której nigdy nie prała regularnie. Po 15 latach związku zapytałem, kiedy ostatnio była czyszczona — nie potrafiła odpowiedzieć. Prawie od razu zrobiło mi się niedobrze.
Małe kłębki włosów wszędzie na ścianach prysznica.
Wyjmuje sosy i przyprawy, używa ich, a potem zostawia w losowych miejscach po domu albo chowa na tylną półkę lodówki zamiast włożyć je do drzwi. Kupujesz ranch dressing i potem go nie możesz znaleźć — frustrujące.
(Były) nigdy nie mył rąk po toalecie — dopiero po kilku wizytach u lekarza okazało się, że to on był źródłem infekcji.
Jej pulpit komputera był zapełniony tysiącami ikon i plików poukładanych w chaotyczne stosy. Miała folder „To sort” z setkami plików i kolejne „to sort” wewnątrz. Nigdy nie wiedziałem, jak można w tym funkcjonować.
Jedna z byłych robiła ogromną miskę sosu ranch z torebki i zjadała go całą z paczką marchewek. Pomyśl o tym — aż mnie mdli.
Ma trzy koty, które nie są porządnie nauczone czystości. Gdy mnie zaprosiła na kilka dni, znalazłem pół cala stojącego moczu pod palnikami kuchenki i stertę przemoczonych ubrań. Okazało się, że przez lata „wietrzyła” dom przed moimi odwiedzinami, by ukryć prawdziwy bałagan.
Mówiła, że woli mnie „na rauszu” niż trzeźwego. Nie brzmi dobrze w kontekście trwałego związku.
Kocha mnie szczerze — co według niej oznacza, że mam kiepski gust. „Idiota!” — tak żartobliwie to komentowała.
Jak bardzo potrafi być okrutna — to robiło mi naprawdę źle.
Zostałem zghostowany w trakcie leczenia raka szyjki macicy, po tym jak partner okazał się zakażony i okłamywał mnie o swoim statusie. Najbardziej odrażające było to, że odszedł w czasie mojego leczenia — to była dla mnie najgorsza część.
Najpierw mleko, potem płatki — dla mnie to niepojęte.
Włosy są absolutnie wszędzie — na ubraniach, dywanie, w zlewie, wszędzie.
Nie kasuje starych budzików w telefonie — po prostu dodaje nowe alarmy. Zebrało się tego tyle, że poprawienie tego wydaje się zbyt dużym zadaniem.
Mąż wspomina zabawną sytuację, gdy lizał jej gałkę oczną — „była gładka jak szkło”, bez bólu, tylko lekko słona w smaku. Dla nich to miłe wspomnienie, choć brzmi dziwnie.
Jesteśmy razem od 2001 roku — dopiero niedawno dowiedziałem się, że ona nie używa aplikacji Gmail; zamiast tego wchodzi na gmail.com przez przeglądarkę telefonu i loguje się ręcznie za każdym razem.
Byliśmy razem trzy lata, ale nigdy nie widziałem jej nago — zawsze gasiła światło podczas intymności. W końcu zapytałem, co trzeba zrobić, by ją zobaczyć bez ubrań. Odpowiedziała: „potrzebuję około trzech pięćdziesiątek”. Wtedy odkryłem, że moja „dziewczyna” to ośmiopiętrowy skorupiak z prehistorycznego okresu — kompletna abstrakcja i groteska (to żartobliwe zakończenie wpisu).
Niezależnie od tego, skąd pochodzisz i dokąd zmierzasz, wszyscy znamy to upokorzenie po fatalnej wizycie…
Powrót do 1975: "The Muppet Show" przewidział, jak większość kobiet będzie wyglądać w 2023 Nie…
Czasem śmiech pojawia się w najbardziej niefortunnym momencie — na pogrzebie, w poczekalni u lekarza…
Nauczycielstwo to trudny zawód. Trzeba opanować pełną klasę uczniów, radzić sobie z presją ze strony…
Choć produkty i kultura Korei Południowej (Samsung, kosmetyki, dramaty, muzyka) są znane na całym świecie,…
Wyśmienite jedzenie to jedna z największych przyjemności w życiu. Smakowity posiłek zaspokaja głód, poprawia nastrój…