Praca w medycynie to ogromny stres, duża odpowiedzialność i częste konfrontacje z traumą — bez ostrego poczucia humoru trudno to przetrwać. Kiedy robi się ciężko, śmiech pomaga utrzymać morale. Niektóre sytuacje są jednak tak absurdalne, że po prostu trzeba je opowiedzieć dalej.
Pielęgniarki, lekarze i inni pracownicy oddziałów ratunkowych podzielili się w sieci historiami, przy których po prostu trzeba się uśmiechnąć. Oto zbiór najzabawniejszych opowieści — dla zdrowia psychicznego polecamy przewijać dalej.
#1
To nie SOR, ale kiedyś miałam dwie osoby na jednym salowym parawanie trzy dni z rzędu. Trzeciego dnia starszy pan wpadł w panikę: „Pielęgniarko! Nie miałem kupy od trzech dni!”. Odpowiadam: „Ależ pan miał wczoraj”. On odetchnął z ulgą i mówi: „O, to chyba zapomniałem”. Z zza parawanu inny pacjent krzyknął: „JA PAMIĘTAM!!!” — i wszyscy się przewrócili ze śmiechu.
#2
Nie jestem pielęgniarką, ale byłam pacjentką ze złamaną kostką. Pielęgniarka wchodzi zdecydowanym tonem: „Muszę zdjąć spodnie”. Ja odruchowo: „Czy najpierw nie zjemy kolacji?”. Pielęgniarka zrobiła się czerwona jak burak, wyszła, a po chwili ze stacji pielęgniarskiej dobiegł salwa śmiechu. Ciekawe, czy tę historię dalej opowiada.
#3
Opowieść od kuzynki, która szkoliła się na pielęgniarkę: starszy pan miał duże zranienie nogi, trzeba go było przygotować do operacji i poproszono, żeby zdjął buty. Pan zaczął się awanturować — nie chciał ich zdjąć. Lekarze uspokajali, podano mu lek, żeby współpracował przy zdejmowaniu. Okazało się, że był zawstydzony, bo miał pomalowane na czerwono paznokcie u stóp.
Ważna uwaga o stresie w medycynie
Śmiech jest świetny dla zdrowia, ale stres, z którym mierzą się lekarze i pielęgniarki na SOR, to poważna sprawa. Badania pokazują, że od 7 do 10% lekarzy może doświadczać zaburzeń związanych z depresją, nadużywaniem substancji czy problemami osobistymi. Szczególnie w medycynie ratunkowej ryzyko problemów z używkami czy wypaleniem zawodowym jest podwyższone.
Tworzenie kultury odporności psychicznej i zapobieganie tym problemom pomaga nie tylko pracownikom medycznym w życiu prywatnym, ale także przekłada się na jakość opieki nad pacjentami.
#4
Zanim poszedłem na studia medyczne, byłem wolontariuszem na SOR. Pewnej nocy technik dobrze mył pacjenta z otarciami. Pacjent mówi: „Ścigała mnie policja na Harleyu, uciekałem, przewróciłem motocykl”. Jego żona przewróciła oczami. Później przyznał szczerze: „Właściwie miałem skuter i po prostu się przewróciłem”. Technicy doradzili: „Lepiej trzymaj się tej pierwszej wersji”.
#5
Mieliśmy pacjentkę, która wróciła z powodu zaparć. W karcie widniały czopki, które jej wcześniej przepisano. Pacjentka narzekała, że leki nie działają, bo tabletki były za duże i łamała je, żeby je połknąć. Trzeba było jej wytłumaczyć, że czopków się nie połyka — stosuje się je doodbytniczo. Pacjentka myślała, że „suppository” to nazwa leku, jakby było marką. Lekarz musiał cierpliwie wyjaśnić, jak ich używać.
Reklama
#6
Nie pracuję na SOR, ale byłem tam wiele razy. Raz z powodu bólu w klatce podłączyli mnie do EKG. Młodszy lekarz uczył się zakładać elektrody; po włączeniu aparatu miałem napad przypominający drgawki — on pisnął i spanikował, a my z doświadczonym lekarzem śmialiśmy się później z tej sytuacji… aż okazało się, że mam szmer serca.
Refleksja o dobrostanie personelu
Zmęczenie, wypalenie, złe zdrowie, brak sensu pracy czy słaba sieć wsparcia przekładają się na wyniki kliniczne, zdolność uczenia się, empatię wobec pacjentów i ryzyko błędów medycznych. Coraz więcej dowodów pokazuje, że dbanie o własne dobrostan może poprawiać opiekę nad pacjentami.
Objawy wypalenia to m.in.: wyczerpanie, cynizm, problemy ze snem, frustracja, wahania nastroju, poczucie izolacji, depresja, problemy trawienne, bóle głowy czy wrzody.
#7
Bezdomny trafił po potrąceniu i miał sporego krwotoku wewnątrzczaszkowego. Był pijany i w doskonałym nastroju — nagle zaczął śpiewać „YOU ARE SO BEAUTIFUL” bez przerwy przez pół godziny. Kiedy weszła kobieta-pielęgniarka, zatrzymał się, powiedział „Chwila… zapomniałem drugiej zwrotki”, usiadł, pomyślał, po czym wrócił do tego samego fragmentu. To był moment, kiedy bardzo chciałem się nie zaśmiać najgłośniej w życiu.
#8
Pacjent przesadził z przygotowaniem do kolonoskopii — wymiotował akurat wtedy, gdy zaczęła się biegunka. Po wszystkim szybko wziął prysznic i użył… błyszczącego żelu do mycia córki. Przyszedł do nas cały lśniący jak z reklamy. Wyglądał bardzo męsko, ale pokryty brokatem — i wszyscy się świetnie przy tym bawili.
#9
Jako asystent medyczny miałem pacjenta — księdza — który smarował wysypkę sprayem do czyszczenia, co tylko pogorszyło sprawę. Przyznał, że złapał to od „żony” i błagał, byśmy tego nie zgłaszali w kościele, bo powinno być tajne. Okazało się, że „żona” była prostytutką i też była naszym pacjentem — oboje nie wiedzieli. Przy okazji — bezpośrednie opryskanie środkami do czyszczenia powoduje oparzenia. Niewiarygodne.
Wypalenie — przyczyny i zarządzanie
Wypalenie w medycynie ratunkowej wynika z wielu czynników: konfrontacji ze śmiertelnością pacjentów, długich godzin pracy, niedoboru snu, ekspozycji na choroby, nieregularnych i intensywnych zadań oraz presji perfekcjonizmu. Do negatywnych czynników należą też słabe odżywianie, brak aktywności fizycznej, poczucie braku kontroli, zagrożenia przemocą czy obciążenia administracyjne.
Można jednak działać zapobiegawczo: praktyki uważności i medytacji, regularne ćwiczenia, wsparcie koleżeńskie, dbanie o sen i czas wolny, stawianie granic oraz korzystanie z pomocy specjalistów to podstawowe narzędzia w walce z wypaleniem.
#10
Mieliśmy tatę, który przyprowadził córkę z czerwonymi plamami na brzuchu i zrobił wielką scenę, twierdząc, że „dziewczynka mdleje”. Tymczasem dziecko tańczyło w gabinecie. Ojciec domagał się USG w obawie przed krwawieniem wewnętrznym — gdy nałożono żel do USG, pozostały ślady czerwieni, którą najpewniej przyniosła nowa koszulka lub zabawka. Ojciec poczuł wstyd, a my mogliśmy odetchnąć.
#11
Nie jestem medykiem, jestem strażakiem. Raz znaleźliśmy martwego mężczyznę na kanapie. Czekaliśmy na prokuratora i jeden z kolegów, zmęczony staniem, usiadł obok zwłok. Kiedy przybiegła bliska osoba, kolega klepnął zmarłego po ramieniu i powiedział „hej, przyszli ludzie go odwiedzić”. Niezręczne, ale ludzie mają różne odruchy radzenia sobie z sytuacją.
#12
Na oddziale starszy pan pewnego razu podszedł do mnie na chodziku i z radosnym uśmiechem szepnął mi do ucha „pi-pi!”. Sprawił, że dzień stał się lepszy — był z niego bardzo dumny.
Zadanie dla czytelników
Która z tych historii rozbawiła cię najbardziej? Czy pracujesz w medycynie? Jak radzisz sobie ze stresem? Jeśli chcesz, podziel się swoją historią — komentarze są mile widziane.
#13
Miałem raz technika, którego trzeba było „ratować” przy pacjencie psychiatrycznym. Technik był blady i drżał, a pacjent wrzeszczał. Uspokoiłem technika, powiedziałem, żeby dzwonił, gdyby potrzebował pomocy, po czym zwróciłem się do pacjenta: „Już skończyłem mówić, możesz wrócić do robienia hałasu”. Leki zadziałały i pacjent na odchodne nazwał mnie „grubą Mary Poppins”. Ktoś musi mieć dystans.
#14
Siostra jednej z użytkowniczek pracuje na porodówce. Para chciała imię: tata proponował „Sirius”, mama „Unique”. Pielęgniarka zasugerowała trzecie, prostsze imię do używania w dorosłym życiu — tak powstało: Sirius Lee Unique Smith. Rodzice mieli poczucie humoru.
#15
Mama opowiadała: kobieta przyszła z powodu „dziwnych zapachów stamtąd”. Pielęgniarka wyjęła tampon w stanie, który trudno opisać — był zmienionego koloru i naprawdę odpychał. Pacjentka odparła: „Ha, moja matka miała to samo — chyba genetyczne”. Było to zaskakujące i niestety dość komiczne zarazem.
#16
Pacjent pod sedacją krzyknął nagle, że „Roy Halladay jest wampirem zreinkarnowanym jako Duke Ellington”. Musiałem powstrzymać śmiech — do dziś czasem wybucham śmiechem, przypominając sobie ten moment.
#17
Jako wolontariusz transporter widziałem kiedyś nastolatka biegającego korytarzem, krzyczącego i wymachującego rękami — „Code Security, korytarz do tomografii!”. Olbrzymi ochroniarz jakby wyciął go z obrazu i jednym chwytem powalił. Okazało się, że chłopak był na haju i uciekł z SOR.
#18
Miałem zastrzyk na uczulenie od bierki trującej — tata uprzedził, że „strzelają w d**ę”. Miałem 15 lat i naprawdę przygotowałem się do komfortu: spodnie w dół, buty zdjęte. Pielęgniarka zaśmiała się, bo nigdy wcześniej ktoś nie zdejmował butów przy takim krótkim zastrzyku. To rozładowało napięcie w pokoju.
#19
W szkole EMT widziałem prześwietlenie, w którym biały, okrągły obiekt w ciele pacjentki okazał się nie guzem, a… piłką do golfa. Pacjentka — nastolatka — poślizgnęła się i upadła na ojcowską piłkę. Pielęgniarka potem żartowała, żeby użyć sznureczka następnym razem.
#20
Jako weterynaryjna pielęgniarka mieliśmy mężczyznę, który przyniósł psa, bo zwierzak połknął urządzenie do banku — kody PIN znajdowały się na fragmencie, który pies zjadł. Pan prosił, żebyśmy wyjęli urządzenie i wymienili je, zanim sąsiad zorientuje się, że zniknęło. Sytuacja absurdalna i rozśmieszająca zarazem.
#21
Pacjent z połamanym kostką tłumaczył, że to dlatego, że „ktoś zaczepił się o moją dziewczynę, więc go przewróciłem i kopnąłem, a moja stopa się złamała”. Klasa sama w sobie.
#22
Ktoś wielokrotnie przychodził do szpitala po skaleczenie kciuka nożem do masła podczas krojenia kostki lodu. Pytasz — czy jedna wizyta to za mało, żeby się czegoś nauczyć? Wygląda na to, że nie.
#23
Pewien pacjent przyniósł żywego mule w słoiku, bo myślał, że na nie uczulił się — trzymał go w wodzie przez cały dzień w przestrzeni do dokumentacji. W żaden sposób nie pomogło to w leczeniu, ale mieliśmy małego „towarzysza” przy dokumentacji przez kilka godzin.
#24
Przyszedłem na zszycie. Obok siedział pijany facet, który na zakład wrzucił do nosa dwadzieścia jakieś pastylek miętowych. Siedział i przeklinał, płakał — sytuacja tragikomiczna.
#25
Pani w triażu mówiła cicho: „Mam tam skittlesy, rozumiesz?” Usłyszałem, jak idzie do toalety, wraca i mówi: „Spokojnie, już ich nie ma”. Wyszła z SOR jak gdyby nigdy nic. Koleżanka była w szoku, ja starałem się nie wybuchnąć śmiechem.
#26
Mężczyzna na obserwacji psychiatrycznej uciekł boso w samych majtkach, zatrzymał się, zważył się przy stanowisku, po czym wskoczył na ladę i przeskoczył przez okienko triage, wybiegł i… ukradł radiowóz. Historia jak z filmu.
#27
Ktoś przyszedł z tamponem zatkanym w nosie. Pielęgniarka wyrwała go i wszyscy się śmiali — tampony rozszerzają się naprawdę mocno, a krwotok z nosa potrafi być przez to znacznie gorszy.
#28
Mój były był pielęgniarzem i opowiadał o facecie, który przyszedł na operację z wbitym w klatkę sporkiem (szczypcowo-łyżkowym przyrządem), a na widelcowej stronie była przyczepiona jakaś resztka kiełbasy. Chirurg się nie mógł powstrzymać od śmiechu podczas zabiegu. Pacjent tłumaczył, że poślizgnął się przy jedzeniu — policja miała jednak inne podejrzenia.
#29
Przyszedłem kiedyś do szpitala mówiąc, że uderzył mnie reflektor ważący kilkaset kilogramów. Wyglądało to niewiarygodnie, ale skończyło się na 14 szwach i śladzie niczym blizna Harry’ego Pottera. Niekiedy rzeczywistość bywa zaskakująca.
Na koniec
Praca na SOR bywa emocjonująca, przerażająca i — czasem — absurdalnie zabawna. Poczucie humoru pomaga przetrwać, ale równocześnie warto dbać o swoje zdrowie psychiczne i szukać wsparcia, gdy jest to potrzebne.
Reklama
Praca w medycynie to ogromny stres, duża odpowiedzialność i częste konfrontacje z traumą — bez ostrego poczucia humoru trudno to przetrwać. Kiedy robi się ciężko, śmiech pomaga utrzymać morale. Niektóre sytuacje są jednak tak absurdalne, że po prostu trzeba je opowiedzieć dalej.
Pielęgniarki, lekarze i inni pracownicy oddziałów ratunkowych podzielili się w sieci historiami, przy których po prostu trzeba się uśmiechnąć. Oto zbiór najzabawniejszych opowieści — dla zdrowia psychicznego polecamy przewijać dalej.
#1
To nie SOR, ale kiedyś miałam dwie osoby na jednym salowym parawanie trzy dni z rzędu. Trzeciego dnia starszy pan wpadł w panikę: „Pielęgniarko! Nie miałem kupy od trzech dni!”. Odpowiadam: „Ależ pan miał wczoraj”. On odetchnął z ulgą i mówi: „O, to chyba zapomniałem”. Z zza parawanu inny pacjent krzyknął: „JA PAMIĘTAM!!!” — i wszyscy się przewrócili ze śmiechu.
#2
Nie jestem pielęgniarką, ale byłam pacjentką ze złamaną kostką. Pielęgniarka wchodzi zdecydowanym tonem: „Muszę zdjąć spodnie”. Ja odruchowo: „Czy najpierw nie zjemy kolacji?”. Pielęgniarka zrobiła się czerwona jak burak, wyszła, a po chwili ze stacji pielęgniarskiej dobiegł salwa śmiechu. Ciekawe, czy tę historię dalej opowiada.
#3
Opowieść od kuzynki, która szkoliła się na pielęgniarkę: starszy pan miał duże zranienie nogi, trzeba go było przygotować do operacji i poproszono, żeby zdjął buty. Pan zaczął się awanturować — nie chciał ich zdjąć. Lekarze uspokajali, podano mu lek, żeby współpracował przy zdejmowaniu. Okazało się, że był zawstydzony, bo miał pomalowane na czerwono paznokcie u stóp.
Ważna uwaga o stresie w medycynie
Śmiech jest świetny dla zdrowia, ale stres, z którym mierzą się lekarze i pielęgniarki na SOR, to poważna sprawa. Badania pokazują, że od 7 do 10% lekarzy może doświadczać zaburzeń związanych z depresją, nadużywaniem substancji czy problemami osobistymi. Szczególnie w medycynie ratunkowej ryzyko problemów z używkami czy wypaleniem zawodowym jest podwyższone.
Tworzenie kultury odporności psychicznej i zapobieganie tym problemom pomaga nie tylko pracownikom medycznym w życiu prywatnym, ale także przekłada się na jakość opieki nad pacjentami.
#4
Zanim poszedłem na studia medyczne, byłem wolontariuszem na SOR. Pewnej nocy technik dobrze mył pacjenta z otarciami. Pacjent mówi: „Ścigała mnie policja na Harleyu, uciekałem, przewróciłem motocykl”. Jego żona przewróciła oczami. Później przyznał szczerze: „Właściwie miałem skuter i po prostu się przewróciłem”. Technicy doradzili: „Lepiej trzymaj się tej pierwszej wersji”.
#5
Mieliśmy pacjentkę, która wróciła z powodu zaparć. W karcie widniały czopki, które jej wcześniej przepisano. Pacjentka narzekała, że leki nie działają, bo tabletki były za duże i łamała je, żeby je połknąć. Trzeba było jej wytłumaczyć, że czopków się nie połyka — stosuje się je doodbytniczo. Pacjentka myślała, że „suppository” to nazwa leku, jakby było marką. Lekarz musiał cierpliwie wyjaśnić, jak ich używać.
#6
Nie pracuję na SOR, ale byłem tam wiele razy. Raz z powodu bólu w klatce podłączyli mnie do EKG. Młodszy lekarz uczył się zakładać elektrody; po włączeniu aparatu miałem napad przypominający drgawki — on pisnął i spanikował, a my z doświadczonym lekarzem śmialiśmy się później z tej sytuacji… aż okazało się, że mam szmer serca.
Refleksja o dobrostanie personelu
Zmęczenie, wypalenie, złe zdrowie, brak sensu pracy czy słaba sieć wsparcia przekładają się na wyniki kliniczne, zdolność uczenia się, empatię wobec pacjentów i ryzyko błędów medycznych. Coraz więcej dowodów pokazuje, że dbanie o własne dobrostan może poprawiać opiekę nad pacjentami.
Objawy wypalenia to m.in.: wyczerpanie, cynizm, problemy ze snem, frustracja, wahania nastroju, poczucie izolacji, depresja, problemy trawienne, bóle głowy czy wrzody.
#7
Bezdomny trafił po potrąceniu i miał sporego krwotoku wewnątrzczaszkowego. Był pijany i w doskonałym nastroju — nagle zaczął śpiewać „YOU ARE SO BEAUTIFUL” bez przerwy przez pół godziny. Kiedy weszła kobieta-pielęgniarka, zatrzymał się, powiedział „Chwila… zapomniałem drugiej zwrotki”, usiadł, pomyślał, po czym wrócił do tego samego fragmentu. To był moment, kiedy bardzo chciałem się nie zaśmiać najgłośniej w życiu.
#8
Pacjent przesadził z przygotowaniem do kolonoskopii — wymiotował akurat wtedy, gdy zaczęła się biegunka. Po wszystkim szybko wziął prysznic i użył… błyszczącego żelu do mycia córki. Przyszedł do nas cały lśniący jak z reklamy. Wyglądał bardzo męsko, ale pokryty brokatem — i wszyscy się świetnie przy tym bawili.
#9
Jako asystent medyczny miałem pacjenta — księdza — który smarował wysypkę sprayem do czyszczenia, co tylko pogorszyło sprawę. Przyznał, że złapał to od „żony” i błagał, byśmy tego nie zgłaszali w kościele, bo powinno być tajne. Okazało się, że „żona” była prostytutką i też była naszym pacjentem — oboje nie wiedzieli. Przy okazji — bezpośrednie opryskanie środkami do czyszczenia powoduje oparzenia. Niewiarygodne.
Wypalenie — przyczyny i zarządzanie
Wypalenie w medycynie ratunkowej wynika z wielu czynników: konfrontacji ze śmiertelnością pacjentów, długich godzin pracy, niedoboru snu, ekspozycji na choroby, nieregularnych i intensywnych zadań oraz presji perfekcjonizmu. Do negatywnych czynników należą też słabe odżywianie, brak aktywności fizycznej, poczucie braku kontroli, zagrożenia przemocą czy obciążenia administracyjne.
Można jednak działać zapobiegawczo: praktyki uważności i medytacji, regularne ćwiczenia, wsparcie koleżeńskie, dbanie o sen i czas wolny, stawianie granic oraz korzystanie z pomocy specjalistów to podstawowe narzędzia w walce z wypaleniem.
#10
Mieliśmy tatę, który przyprowadził córkę z czerwonymi plamami na brzuchu i zrobił wielką scenę, twierdząc, że „dziewczynka mdleje”. Tymczasem dziecko tańczyło w gabinecie. Ojciec domagał się USG w obawie przed krwawieniem wewnętrznym — gdy nałożono żel do USG, pozostały ślady czerwieni, którą najpewniej przyniosła nowa koszulka lub zabawka. Ojciec poczuł wstyd, a my mogliśmy odetchnąć.
#11
Nie jestem medykiem, jestem strażakiem. Raz znaleźliśmy martwego mężczyznę na kanapie. Czekaliśmy na prokuratora i jeden z kolegów, zmęczony staniem, usiadł obok zwłok. Kiedy przybiegła bliska osoba, kolega klepnął zmarłego po ramieniu i powiedział „hej, przyszli ludzie go odwiedzić”. Niezręczne, ale ludzie mają różne odruchy radzenia sobie z sytuacją.
#12
Na oddziale starszy pan pewnego razu podszedł do mnie na chodziku i z radosnym uśmiechem szepnął mi do ucha „pi-pi!”. Sprawił, że dzień stał się lepszy — był z niego bardzo dumny.
Zadanie dla czytelników
Która z tych historii rozbawiła cię najbardziej? Czy pracujesz w medycynie? Jak radzisz sobie ze stresem? Jeśli chcesz, podziel się swoją historią — komentarze są mile widziane.
#13
Miałem raz technika, którego trzeba było „ratować” przy pacjencie psychiatrycznym. Technik był blady i drżał, a pacjent wrzeszczał. Uspokoiłem technika, powiedziałem, żeby dzwonił, gdyby potrzebował pomocy, po czym zwróciłem się do pacjenta: „Już skończyłem mówić, możesz wrócić do robienia hałasu”. Leki zadziałały i pacjent na odchodne nazwał mnie „grubą Mary Poppins”. Ktoś musi mieć dystans.
#14
Siostra jednej z użytkowniczek pracuje na porodówce. Para chciała imię: tata proponował „Sirius”, mama „Unique”. Pielęgniarka zasugerowała trzecie, prostsze imię do używania w dorosłym życiu — tak powstało: Sirius Lee Unique Smith. Rodzice mieli poczucie humoru.
#15
Mama opowiadała: kobieta przyszła z powodu „dziwnych zapachów stamtąd”. Pielęgniarka wyjęła tampon w stanie, który trudno opisać — był zmienionego koloru i naprawdę odpychał. Pacjentka odparła: „Ha, moja matka miała to samo — chyba genetyczne”. Było to zaskakujące i niestety dość komiczne zarazem.
#16
Pacjent pod sedacją krzyknął nagle, że „Roy Halladay jest wampirem zreinkarnowanym jako Duke Ellington”. Musiałem powstrzymać śmiech — do dziś czasem wybucham śmiechem, przypominając sobie ten moment.
#17
Jako wolontariusz transporter widziałem kiedyś nastolatka biegającego korytarzem, krzyczącego i wymachującego rękami — „Code Security, korytarz do tomografii!”. Olbrzymi ochroniarz jakby wyciął go z obrazu i jednym chwytem powalił. Okazało się, że chłopak był na haju i uciekł z SOR.
#18
Miałem zastrzyk na uczulenie od bierki trującej — tata uprzedził, że „strzelają w d**ę”. Miałem 15 lat i naprawdę przygotowałem się do komfortu: spodnie w dół, buty zdjęte. Pielęgniarka zaśmiała się, bo nigdy wcześniej ktoś nie zdejmował butów przy takim krótkim zastrzyku. To rozładowało napięcie w pokoju.
#19
W szkole EMT widziałem prześwietlenie, w którym biały, okrągły obiekt w ciele pacjentki okazał się nie guzem, a… piłką do golfa. Pacjentka — nastolatka — poślizgnęła się i upadła na ojcowską piłkę. Pielęgniarka potem żartowała, żeby użyć sznureczka następnym razem.
#20
Jako weterynaryjna pielęgniarka mieliśmy mężczyznę, który przyniósł psa, bo zwierzak połknął urządzenie do banku — kody PIN znajdowały się na fragmencie, który pies zjadł. Pan prosił, żebyśmy wyjęli urządzenie i wymienili je, zanim sąsiad zorientuje się, że zniknęło. Sytuacja absurdalna i rozśmieszająca zarazem.
#21
Pacjent z połamanym kostką tłumaczył, że to dlatego, że „ktoś zaczepił się o moją dziewczynę, więc go przewróciłem i kopnąłem, a moja stopa się złamała”. Klasa sama w sobie.
#22
Ktoś wielokrotnie przychodził do szpitala po skaleczenie kciuka nożem do masła podczas krojenia kostki lodu. Pytasz — czy jedna wizyta to za mało, żeby się czegoś nauczyć? Wygląda na to, że nie.
#23
Pewien pacjent przyniósł żywego mule w słoiku, bo myślał, że na nie uczulił się — trzymał go w wodzie przez cały dzień w przestrzeni do dokumentacji. W żaden sposób nie pomogło to w leczeniu, ale mieliśmy małego „towarzysza” przy dokumentacji przez kilka godzin.
#24
Przyszedłem na zszycie. Obok siedział pijany facet, który na zakład wrzucił do nosa dwadzieścia jakieś pastylek miętowych. Siedział i przeklinał, płakał — sytuacja tragikomiczna.
#25
Pani w triażu mówiła cicho: „Mam tam skittlesy, rozumiesz?” Usłyszałem, jak idzie do toalety, wraca i mówi: „Spokojnie, już ich nie ma”. Wyszła z SOR jak gdyby nigdy nic. Koleżanka była w szoku, ja starałem się nie wybuchnąć śmiechem.
#26
Mężczyzna na obserwacji psychiatrycznej uciekł boso w samych majtkach, zatrzymał się, zważył się przy stanowisku, po czym wskoczył na ladę i przeskoczył przez okienko triage, wybiegł i… ukradł radiowóz. Historia jak z filmu.
#27
Ktoś przyszedł z tamponem zatkanym w nosie. Pielęgniarka wyrwała go i wszyscy się śmiali — tampony rozszerzają się naprawdę mocno, a krwotok z nosa potrafi być przez to znacznie gorszy.
#28
Mój były był pielęgniarzem i opowiadał o facecie, który przyszedł na operację z wbitym w klatkę sporkiem (szczypcowo-łyżkowym przyrządem), a na widelcowej stronie była przyczepiona jakaś resztka kiełbasy. Chirurg się nie mógł powstrzymać od śmiechu podczas zabiegu. Pacjent tłumaczył, że poślizgnął się przy jedzeniu — policja miała jednak inne podejrzenia.
#29
Przyszedłem kiedyś do szpitala mówiąc, że uderzył mnie reflektor ważący kilkaset kilogramów. Wyglądało to niewiarygodnie, ale skończyło się na 14 szwach i śladzie niczym blizna Harry’ego Pottera. Niekiedy rzeczywistość bywa zaskakująca.
Na koniec
Praca na SOR bywa emocjonująca, przerażająca i — czasem — absurdalnie zabawna. Poczucie humoru pomaga przetrwać, ale równocześnie warto dbać o swoje zdrowie psychiczne i szukać wsparcia, gdy jest to potrzebne.

















